November 28, 2014

Ai Weiwei. Never sorry.




Ai Weiwei jest najbardziej znanym chińskim artystą i jedynym, który w zasadzie oficjalnie działa w sprzeczności z reżimem, całkowicie nie po linii rządu ChRL. Amerykańska reżyserka Alison Klayman doskonale ujęła w swoim dokumencie zarówno prywatną, jak i publiczną stronę twórcy. Jej ciekawska kamera towarzyszy mu wszędzie - w studio w Pekinie, w domu, zagranicą.

Nie sposób nie polubić Weiweia po tym filmie, zwłaszcza jeśli się go wcześniej nie znało. Ja pierwszy raz usłyszałam o tym wyglądającym jak Konfucjusz artyście  kilka lat temu przy okazji jego głośnej wystawy  "Sunflower seeds" w londyńskim Tate Modern, podczas której zaprezentował sto milionów ręcznie robionych, porcelanowych ziaren słonecznika. Zostały one wykonane przez półtora tysiąca mieszkańców miasteczka Jingdezhen, słynącego z fabryki porcelany. Większość ludzi usłyszała o nim po raz pierwszy raczej wtedy, gdy wziął się do projektowania Stadionu Olimpijskiego w Pekinie (słynnego "Gniazda") tylko po to, by później odmówić udziału w ceremonii otwarcia Olimpiady, czym rozsierdził władze.


Film śledzi awangardowe projekty Weiweia od lat młodzieńczych. Część z nim ma ogromne znaczenie społeczne i polityczne, na przykład zgromadzenie imion i nazwisku kilku tysięcy dzieci, które zginęły w trzęsieniu ziemi w prowincji Syczuan w 2008r. Runęły ich źle postawione szkoły, do czego chińki rząd nie chciał się, oczywiście, przyznać. Za zebranie danych i upublicznienie nazwisk na swoim blogu zdemolowano mu studio, zamknięto blog, a na koniec odebrano paszport i ustanowiono areszt. Ai Weiwei jest jednak zbyt wielką postacią, by tak po prostu dać sobie zamknąć buzię. Zbyt sławną, by buzię beztrosko zamknął mu siłą rząd. Choć próbuje różnymi sposobami. Sam Weiwei wydaje się niezwykle o konsekwentny  w wyborach  - dzień po zamknięciu internetowego dziennika, założył konto na Twitterze (dziś obserwowane prze ponad 250 tysięcy ludzi) , na którym publikował między innymi zdjęcia z pobytu w szpitalu po tym, jak pobiła go policja. 
Poznajemy Weiweia jako absolutnie wolnego, niczym nieskrepowanego  twórcę, ale też i aktywnego dysydenta, niegodzącego się na cenzurę, kłamstwa, nierówności społeczne. Jednocześnie sympatycznego, spokojnego, skromnego faceta. Żadnego rozdzierania szat. Robi swoje i już.

Klayman bardzo często wykorzystuje w swoim projekcie nagrania samego artysty, który przy pomocy aparatu i kamery uwiecznia, co się da. A w swoim ojczystym kraju najbardziej słynie z pokazywania środkowego palca na zdjęciach z rządowymi budynkami w różnych państwach świata. (Seria zdjęć "Fuck Off" przedstawiona została po raz pierwszy podczas Trzeciego Biennale Sztuki w Szanghaju. Miały między innymi pokazać, jak bardzo "niekooperatywny" może, a nawet powinien być, wolny artysta.) Ten film to niezwykle ważny głos w walce o prawo do wolności w kraju, gdzie łamane są podstawowe prawa człowieka. 

Film otrzymał Nagrodę Specjalną Jury na festiwalu w Sundance w 2012r. 

P.S. Moje ulubione dzieło artysty. Urna oryginalna, z czasów dynastii Han. 


No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger