November 30, 2014

Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak.

 Zdj. ze str. natemat.pl

Wiele kontrowersji wzbudził Jacek Hugo-Bader tą książką. Oskarżano go przekłamania i nadinterpretację faktów.

Znany reporter, współpracujący na stałe z "Gazetą Wyborczą", uczestniczył w wyprawie do Karakorum. Wyprawie po ciała dwóch himalaistów, którzy zginęli na początku marca 2013r. tuż po udanym ataku na szczyt Broad Peaku. Na górze zostali Maciej Berbeka, bardzo znana postać w polskim środowisku alpinistycznym, oraz Tomek Kowalski, młody, początkujący wspinacz.

Druga wyprawa, w której bierze udział Jacek Berbeka, brat Macieja, również himalaista, Jacek Jawień, Krzysztof Tarasewicz oraz narzeczona Tomka Kowalskiego i jego rodzice ma miejsce latem tego samego roku. Ponieważ zanosiło się na wyjazd bardziej niż specyficzny Hugo-Bader wprasza się nań "na chama" (jego własne słowa) i sam finansuje swoją część. To dla reportera nie lada gratka, bowiem śmiercią Berbeki i Kowalskiego żyło przez kilkanaście tygodni niemal całe sportowe środowisko. Na górę weszło czterech (jeszcze Adam Bielecki i Artur Małek), zeszło dwóch. Wzajemnym oskarżeniom o to, kto kogo, dlaczego i czy w ogóle zostawił na pewną śmierć powyżej 8000 m n.p.m., nie było końca.

Hugo-Bader wsadził kij w mrowisko swoją książką. Moim zdaniem głównie dlatego, że odmitologizował nią wysokie góry. Takie romantyczne, takie nasze, ach te ułańsko - fantastyczne , polskie przejścia zimowe, brawurowe zdobycie ścian nie do zdobycia, trawersy, którymi nikt później nie dawał rady iść. Ośmiotysięczniki tak właśnie odłożyły się w narodowej pamięci. Odłożył się niezwykle utalentowany Kukuczka i niezłomna, gotowa na wszystko Rutkiewicz.

Książka "Powrót na Broad Peak" odziera legendę z przekłamań i próbuje dobrać się przez kolejne warstwy to ziarenka obiektywnej prawdy. Ludzie, którzy się wspinają i zdobywają szczyty nie są postaciami z granitu i spiżu. Nie są najwspanialszymi z najwspanialszych. Ba! To przedstawiciele niezwykle zazdrosnego o sukcesy i skłóconego środowiska. To raz. A dwa - po raz pierwszy czytam, jak trudno jest w czasie takiej wyprawy. I nie chodzi mi o trudno-ale-jestem-twardy-i-dam-radę, ale o trudno-nie-dam-rady-po-co-to-wszystko.

Nie rozumiem pretensji rodziny Kowalskiego do autora (oprócz takiej ogólnoludzkiego współczucia, chęci zatrzymania wyłącznie dobrego imienia zmarłego). Hugo-Bader w niczym nie umniejszył jego umiejętności i osiągnięć, ale ukazał pełnowymiarowo, jako nieco narwanego i zachłannego na życie dwudziestolatka. Nie wydaje mi się, że reporter nie zbliżył się do postaci, "osób dramatu" - jak przedstawiono je we wstępie. Ponieważ cała sprawa wymagała delikatności, a poza tym grupa nie za bardzo współpracowała z pisarzem (wszyscy słusznie byli zniechęceni medialną dyskusją i nagonką na członków poprzedniej wyprawy), nie wszystkiego dowiadujemy się wprost z rozmów z bohaterami (na przykład Małek w ogóle odmówił udziału w pracach nad książką). Ale Hugo-Bader stara się sprawiedliwie rozdzielić czas - każdy ma swoje pięć minut. I Bielecki, i dziewczyna Tomka i brat Berbeki, który ukazuje się w książce jako potwornie sfrustrowany. 

Czy ocena tych ludzi jest słuszna, nie wiem. Nie mnie osądzać. Ale czas odczarować mit. Pierwsza próbowała to zrobić Olga Morawska, wdowa po Piotrze, który zginął na Dhalaugiri (wpadając do szczeliny lodowca). Napisała książkę "Od początku do końca", gdzie mówiła o tym, jak ciężko jest zostać samej z dwójką małych dzieci, jak denerwujący jest tata, który wraca po wielotygodniowej nieobecności i jest tylko do zabawy a cały mozół codzienności spada tylko na jedną osobę, bo druga spełnia marzenia. W czasie promocji tej książki przyznała, że teraz chciałaby faceta, który na hasło "Wyjazd z góry", powiedziałby "Zostaje z tobą". Zawsze mnie zastanawiało, co czują właśnie ci, który zostali i czekają, często w potwornym stresie, w niepewności. (Dlatego irytuje mnie wdowa po Jerzym Kukuczce, która utrzymuje, jakie wszystko było zawsze cudowne i wspaniałe).  Hugo-Bader idzie dalej. Pyta, co tak pcha tych ludzi na krańce świata, co każe im ryzykować życie, przed czym uciekają? Pyta o granice partnerstwa i o to, czy czasem w komercyjnej wyprawie każdy nie decyduje tylko o sobie? Pyta jako ktoś, kto po części wszystko rozumie - wszak sam przemierzył samotnie Rosję wzdłuż i wszerz. Miesiącami nie bywa w domu. Ale tylko on jeden jakby zdawał sobie sprawę, że mitologizacja nie służy...prawdzie. Himalaiści to nie komandosi z amerykańskich filmów. To ludzie z krwi i kości. Ze słabościami jak każdy. 

P.S. Nie widzimy tych słabości również i w filmach dokumentalnych (świetnych zresztą) takich jak TEN i TEN. Polecam też rozmowę Jackiem Hugo-Baderem.

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger