November 25, 2014

Henryk Grynberg "Pamiętnik"



Pamiętniki, dzienniki, wspomnienia to jedne z moich ulubionych gatunków. Uwielbiam wejść w czyjś umysł, widzieć świat jego oczami, wiedzieć, jak ktoś inny filtruje rzeczywistość. Co zapamiętuje? Co lubi? Czego się w życiu brzydzi? Jak wygląda jego dzień? Co czyta? Dlatego bardzo się cieszę, że edytorstwo memuarystyczne ma taką dobrą passę ostatnimi laty. Henryk Grynberg nie dostarczył mi jednak niczego, czego zazwyczaj dostarczają intymne zapiski erudytów, ludzi sztuki, słowa i intelektu. Mamy za to kilkaset zapisków kogoś sfrustrowanego, rozżalonego, zgorzkniałego do szpiku. Mizantropa i megalomana.
Holokaust położył się długim cieniem na życie Grynberga. Tak długim, że nic innego spoza niego nie widać. Niestety. Każdy element rzeczywistości jest oceniany pod jego kątem. Skupienie autora na kwestii żydowskiej jest nieznośne, niemożność oderwania się od niej - przygnębiająca. Grynberg prezentuje siebie jako jedynego słusznie działającego (a rozumiem przez jedynego sprawiedliwego i mającego właściwą ocenę stanu rzeczy) pisarza pochodzenia żydowskiego po wojnie. Wielkiego a jednocześnie nierozumianego  przez całą resztę, która często, jak na złość, nie doświadczyła Szoah na własnej skórze. Autor ma żal o inne publikowane książki o tematyce żydowskiej, nieustannie przeżywa, że sam napisał podobną, jeno lepszą, tylko nikt nie chce mu jej wydać. Wrażliwość na świat za oknem jest całkowicie stępiona. Jakże zdziwiły mnie te na przykład słowa:

3 IX 2004
Rozpacz w mieście Biesłan, zabito setki niewinnych ludzi, przeważnie dzieci. Cały świat to widzi i głęboko współczuje. W 1941 i 1942 roku coś takiego się działo prawie codziennie, ale mało kto się interesował.

Nie potrafię tego stopnia zafiksowania zrozumieć u kogoś, od kogo należałoby wymagać właśnie pełnego zrozumienia rozpaczy, niesprawiedliwości, krzywdy. Zero refleskji. Postawiłabym nawet śmiała tezę, że to wstyd.Taka obojętność na świat w wydaniu kogoś, kto mianuje się intelektualistą? Doprawdy przedziwna.

Czytanie "Pamiętnika" utrudnia dodatkowo ogromna liczba listów - część korespondencji nie jest zaadresowana, więc nawet nie wiadomo, do kogo jest przeznaczona, z kim wymieniane są myśli, poglądy (podejrzewam tylko, które listy są kierowane do Miłosza). Ale jest bardzo dużo listów-zażaleń pisanych do wydawców i redaktorów naczelnych - dlaczego jeszcze nie wydrukowali? Czy wydrukują? Kiedy przeczytają to, co posłał? Niezwykle to męczące i zupełnie zbędne. Absolutnie niczego ta korespondencja nie wnosi.

Jawi się też Grynberg po tej lekturze jako ktoś, kto zbyt łatwo i pochopnie ocenia (a co lubi często zarzucać adwersarzom), kto nie lubi ludzi (przez połowę książki autor nie może się doczekać, kiedy w końcu przejdzie na emeryturę i zamieszka sam w domu, by pisać) i kogo niewiele obchodzi poza nim samym (nic nie pisze o swoich życiowych partnerkach, żonach, kilka razy niezbyt sympatycznie o synu z pierwszego małżeństwa, który w czasie powstawania zapisków był małym chłopcem). Wspomnienia są pisane na bieżąco w różnych miejscach - autor mieszka w Kalifornii, bywa w Izraelu, ale zmieniające się nazwy miast są jedynymi zmiennymi w tekstach. Widać nie robi na nim wrażenia amerykańska przyroda, lektury, które czyta, podróże. Nie mam pojęcia, co go interesuje oprócz kwestii żydowskiej i polskiego antysemityzmu.

Brnęłam w zapisku w coraz większym zdumieniu, cały czas mając jednak nadzieję, że na którejś kolejnej stronie wyłoni się coś, cokolwiek, co ocali Grynberga w moich oczach. Nic takiego się nie stało. Autor bardzo skutecznie zniechęcił mnie sam do siebie i nie sądzę, bym kiedykolwiek sięgnęła jeszcze po tekst napisany jego piórem.

7 comments:

  1. W kwestii tęsknoty do emerytury to ja go doskonale rozumiem :)
    I chyba nieprawda, że nie jest wrażliwy na przyrodę - fakt, że jest ich niewiele, ale są przyrodnicze impresje.

    ReplyDelete
  2. Biorac do reki ksiazke pana Grynberga spodziewam sie opisu i relacji. Wiem, ze bede konfrontowana ze sprawa zydowska i o tym chce czytac. Jak zdarzenia byly widziane oczami czlowieka, ktory byl swiadkiem tamtejszej rzeczywistosci i tylko to jest interesujace ipo to siegam po taka ksiazke. Nie interesuja mnie opisy przyrody i czy autor na przyrode jest wrazliwy. W innym przypadku siegam po ksiazke od przyrodnikow. Opisane przezycia sa subiektywne i w tym jest sens. Nic nie jest obiektywne, tylko fakty! A kazdy czlowiek widzi dana sprawe jak widzi i to komentuje, jego prawo i prawo do indywidualnej oceny.

    ReplyDelete
  3. Kilka uwag od czytelniczki i tlumaczki Grynberga:

    1. „Grynberg prezentuje siebie jako jedynego słusznie działającego (a rozumiem przez to jedynego sprawiedliwego i mającego właściwą ocenę stanu rzeczy) pisarza pochodzenia żydowskiego po wojnie”. Kłamstwo - wystarczy zajrzeć do indeksu pod Wojdowski (8 razy), Krall (14 razy), Amiel (11 razy), Ida Fink (4 razy), by zobaczyć, z jakim uznaniem pisze o tych najbliższych mu autorach.
    2. „Autor mieszka w Kalifornii, bywa w Izraelu, ale zmieniające się nazwy miast są jedynymi zmiennymi w tekstach. Kłamstwo -wystarczy zajrzeć na ss. 73-78 („Morze Śródziemne”, „Galilea”, „Jam Kineret”, „Sodoma”, „Ejlat”, ss. 273-275 (Florencja), ss. 332-333 (Tel Chaj-Kfar Giladi). W pierwszym zdaniu wstępu do Pamiętnika Grynberg zaznaczył, że „jest to wybór, w którym pomijam zapiski wykorzystane w moich opowieściach autobiograficznych (zwłaszcza w Uchodźcach i Ciągu dalszym)”, dlatego o Kalifornii jest w nim tylko parę stronic 95-98.

    ReplyDelete
  4. 3. „Widać nie robi na nim wrażenia amerykańska przyroda, lektury, które czyta, podróże”. Kłamstwo, bo coś wręcz przeciwnego widać w licznych zapiskach o sarnach (31 I 2009, 9 X 2009 12 X 2009, 26 X 2009, 18 XI 2009, 11 III 2010, 28 III 2010, 27 IV 2010, 6 VI 2010) z końcowym akordem (4 VII 2010) o kulejącej sarnie, która jest protagonistką licznych innych zapisków.
    4. „Wrażliwość na świat za oknem jest całkowicie stępiona”. Bezczelne kłamstwo, bo co najmniej trzynaście zapisów poświęconych jest dosłownie temu, co „za oknem”: sarny, lisy, wiewiórki, dęby, bambusy, domy i ogrody sąsiadów. Na ss. 205-208 główną rolę gra amerykański ptak zwany „kardynałem”, a na ss. 329-331 raccoon czyli amerykański szop pracz.
    5. Nie robią na mim wrażenia „lektury, które czyta”? Kłamstwo, że włos się jeży. Wystarczy rzucić okiem na indeks nazwisk: Żeromski i Neverly (ss. 16-19), Czechowicz (68-69), Orzeszkowa (78-80), Konopnicka (81-83), Mackiewicz (138-140 i 255-257), Frost (166-167), Anna Frajlich (213-215), Herman Wouk (218-219), Sołżenicyn (225-229), Vincenz (231-234), Miłosz (240-244 i 686-688), Wiera Gran (262-265), Gombrowicz (292-293), Primo Levi (301-303), Małgorzata Niezabitowska (318-320), Wiesław Myśliwski (340-341), Jarosław M. Rymkiewicz (352), Jerzy Sito (357-358), Tadeusz Konwicki (379-381), Jerzy Kosiński (390-391), Herling-Grudziński (421-425), Andrzejewski (505-507), Stasiuk (516-520 i 713-715), Michał Głowiński (584-588 i 732-732). To tylko część lektur dość szczegółowo opisanych.

    ReplyDelete
  5. 6. „Nic nie pisze o swoich życiowych partnerkach, żonach”. Jak pisarz zaznaczył we wstępie, „jest to wybór, w którym pomijam zapiski wykorzystane w moich opowieściach autobiograficznych”, a oba małżeństwa są szczegółowo opisane w Uchodźcach, ale na ss. 265-267 Pamiętnika przytoczona jest w całości siedemnasto-punktowa umowa rozwodowa, na ss. 461-462 opisany jest konflikt wokół sprzedaży domu, na s. 96 pojawia się „partnerka”, a na ss. 372, 372, 375, 376, 377, 381, 385, 399, 400, 401, 402, 404, 411, 412, 419, 432, 433 dłuższy romans ze szczegółami. Zatem jeszcze jedno wierutne kłamstwo.
    7. „Kilka razy niezbyt sympatycznie [pisze] o synu z pierwszego małżeństwa, który w czasie powstawania zapisków był małym chłopcem”. Kłamliwa dyskredytacja.i błędna informacja, bo są tylko trzy krótkie zapiski (ss. 385, 391-392 429-430), gdy był miał już 26-28 lat, i nie ma w nich nic „niezbyt sympatycznego” (bo przecież nie można tak nazwać obiektywnych uwag, że miał niezdrową cerę i że „nie obudził się z heroiny).
    Oczywiste kłamstwa przemieszane są z insynuacjami, jak „megaloman”, „nie lubi ludzi” i jedną taką, że można zdębieć. Autorka przytacza krótki i bardzo treściwy zapisek z 3 IX 2004: „Rozpacz w mieście Biesłan, zabito setki niewinnych ludzi, przeważnie dzieci. Cały świat to widzi i głęboko współczuje. W 1941 i 1942 roku coś takiego się działo prawie codziennie, ale mało kto się interesował”. I nie rozumie lub nie chce tej obiektywnej prawdy zrozumieć: „Nie potrafię tego stopnia zafiksowania zrozumieć u kogoś, od kogo należałoby wymagać właśnie pełnego zrozumienia rozpaczy, niesprawiedliwości, krzywdy. Zero refleksji. Postawiłabym nawet śmiałą tezę, że to wstyd. Taka obojętność na świat w wydaniu kogoś, kto mianuje się intelektualistą?”. Dobrze, że zapisek jest przytoczony w całości, gdyż mówi sam za siebie i ukazuje niekompetencję umysłową komentatorki, i coś więcej, co wychodzi jak „żydło z worka”, gdy w przypływie szczerości wyznaje ona, że „skupienie autora na kwestii żydowskiej jest nieznośne”, bo wiadomo, dla kogo to jest nieznośne. „Nie mam pojęcia, co go interesuje oprócz kwestii żydowskiej i polskiego antysemityzmu” – dodaje i sama sobie zaprzecza twierdzeniem, że „niewiele [go] obchodzi poza nim samym”. W swojej antypatii do pisarza bierze mu za złe nawet to, że „nie może doczekać się, kiedy w końcu przejdzie na emeryturę... by pisać”. Na podstawie tych wszystkich kłamstw, insynuacji i bredni sugestia dla czytelników: „Autor bardzo skutecznie zniechęcił mnie sam do siebie i nie sądzę, bym kiedykolwiek sięgnęła jeszcze po tekst napisany jego piórem”.

    ReplyDelete
  6. Powyższe wypunktowane uwagi od czytelniczki i tłumaczki Henryka Grynberga, Katarzyny Jerzak.

    ReplyDelete
  7. Czytajac Pamietnik odnioslem podobne wrazenia. Niemniej polecam
    jego wczesne utwory - Ekipa Antygona, Wojna Zydowska, Zwyciestwo, itp.

    Grynberg nie jest jedynym tworca, ktorego utwory sa wieksze od autora...

    b.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger