December 26, 2014

Fury



Reżyser David Ayer poszedł w swoim czwartym pełnometrażowym filmie (wcześniej widziałam "End of Watch" oraz kilka innych obrazów, do których tworzył scenariusze) w ślady niedawnych poprzedników - dzieł takich jak "Szeregowiec Ryan" czy serial "Kompania braci" i ukazał wojnę jako piekło i chaos. Nie ma herosów, a ładni, amerykańscy chłopcy będą się zmagać z wojenną traumą do końca życia. Jednak nie tylko o szokowanie okrucieństwem tu chodzi. Pomimo ewidentnie kulejących scenariuszowych dialogów (to najsłabszy element obrazu), udało się skonstruować Ayerowi  i jego aktorom niezwykle wiarygodne postacie. To postaci, które rozumiemy, współczujemy im i boimy się o nie. 
Jednym z  głównych wątków jest dojrzewanie najmłodszego bohatera (bardzo dobry Logan Lerman), jego przemiana z niewinnego młodzieńca w faceta, odzieranie go ze złudzeń i naiwności, wiary w sprawiedliwość i wiary w jakikolwiek sens. Błękitnooki Norman wraca z pola bitwy zupełnie jako inna osoba niż ta, która nań przybyła (ten motyw pojawił się dawno temu w moim ukochanym wojennym filmie "Pluton", pamiętacie?) Do treningu charakteru przyczynia się jego dowódca znany jako Wardaddy (Brad Pitt, który poza wtopą w postaci "Troi" nie zrobił chyba złego, głupiego filmu) i to jest bardzo nośna część filmu. Łatwo nam się z nią identyfikować, wszak większość oglądających jest - jak Norman - wojennymi prawiczkami. Nie wiemy o wojnie nic. A od pierwszych kadrów wiemy, że będzie oglądało się niekomfortowo. Nikt nas nie pocieszy i nie powie, że wszyscy będą żyli długo i szczęśliwe. Osią dramatu jest niechęć Normana do przemocy i wszechobecna przemoc wokół niego, której musi ulec lub stawić jej czoła. Nie może nadal udawać, że go nie dotyczy.

Zdj. ze str.: www.blackfilm.com

Bardzo mi się też ten film kojarzył z "Das Boot" Petersena. Był tak samo klaustrofobiczny - większość akcji dzieje się we wnętrzu czołgu M4 Sherman, najsłabszego czołgu na frontach drugiej światowej. Chociaż członkowie załogi dostają rozkaz, by nie być zbyt blisko siebie - w przenośni, nie sposób nie być blisko siebie w ciasnym, dusznym, śmierdzącym wnętrzu. A tym samym trudno jakoś nie poznać i nie zżyć się z ludźmi, którzy siedzą pół metra od nas i od których zależy nasze życie.
Bardzo dobrze Ayerowi wychodzi - sądząc po tych kilku filmach, które znam - portretowanie męskiej przyjaźni, braterstwa. Szorstkiego zwierzchu, emocjonalnego od środka.
Pomimo kilku przewidywalnych zwrotów akcji to, moim zdaniem, bardzo dobre antywojenne kino wojenne.

2 comments:

  1. To zdecydowanie nie jest film dla mnie. Dla mojego narzeczonego jak najbardziej ;)

    ReplyDelete
  2. :-) Staram się unikać kategoryzowania, co jest dla kogo. Nie lubię podziału na czarno-białe. Dobry film to po prostu dobry film.
    Pozdrawiam :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger