December 28, 2014

Sztuka prostoty

Do poradników wszelkiej maści mam stosunek co najmniej podejrzliwy. Sądząc po ich liczbie zalegających na półkach księgarń, ludzie doznają masowych oświeceń, w których poznają odpowiedź na pytanie "Jak żyć?" i koniecznie pragną podzielić się tą wiedzą z innymi. Otóż nie wydaje mi sie, by można było przyłożyć czyjeś doświadczenie jak kalkę do życia innego człowieka i na tej podstawie powiedzieć mu, że jak zrobi tak i śmak, to będzie a)bogaty b)szczęśliwy c)bogaty, szczęśliwy i lubiany itp.  
Ale jest oczywiście kilka wyjątków. Niektóre zwyczajnie sympatycznie się czyta (bardzo podobają mi się na przykład książki Mireille Guiliano), inne wnoszą powiew świeżości, są jak otwarcie okna w dusznym pomieszczeniu i pozwalają spojrzeć na własne życie i własną przestrzeń nieco z boku.  
Do tych zaliczyłabym "Sztukę prostoty"  francuskiej pisarki od lat mieszkającej w Japonii - Dominique Loreau:


Od kilku lat lat obserwuję zwrot ku minimalizmowi ( w kolejce do przeczytania już czeka "Mniej" Marty Sapały).  W designie, we wnętrzach, w modzie. Jeszcze nie na duża skalę, ale cieszy mnie, że my (My naród! ;-)) drobnymi kroczkami odchodzimy od mieszkań tonących w bibelotach, że coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że mniej naprawdę znaczy więcej.
Dominique Loreau wykłada "sztukę prostoty" w trzech działach - pisze o wnętrzach, ciele i umyśle. Obudowuje to nieco filozofią zen, ideą feng shui i wieloma przykładami z życia codziennego Japończyków, ale daje do myślenia. Czy na pewno dziesiąty wazonik jest nam potrzebny? Czy nie lepiej żyje się w jasnym, pustym wnętrzu? Czy nie lepiej iść w jakość a nie w ilość?  Czy w świecie nadmiaru nie jest lepiej czuć jednak niedosyt? Wszak gołym okiem widać, że powinniśmy chociażby wszyscy jeść mniej.  
Myślę, że dobry poradnik działa mobilizująco i tak stało się w tym wypadku.  Odczułam fantastyczny przypływ energii i natychmiast posprzątałam salon po Świętach (w mieszkaniu harcowało przez Święta czworo dzieci! :-)) Od dawna źle funkcjonuję w pomieszczeniach niewysprzątanych, zabałaganionych, pełnych różnych rzeczy - figurek, pudełek, stolików niewspółgrających z szafami. Nie znoszę stylowych mebli. Jestem przekonana, że ciasne, duszne, słabo oświetlone wnętrza zaburzają przepływ życiowej energii (tak, wierzę w qi).
To co drażni, to porady od czapy. Takie, które pięknie wyglądają na papierze lub możliwe są do zrealizowania przez wesołego singla z dużego miasta. "Pracuj najlepiej na pół etatu."Och, naprawdę? Czy pani Loreau spłaci mój kredyt? "Wstawaj wcześniej, by masować się na sucho szczotką z włosia dzika w celu pobudzenia krążenia." To nawet brzmi sensownie, ale jak mam wstawać jeszcze wcześniej? O czwartej? Będzie mi się to kłóciło z poradą spania siedmiu godzin.
Poza tym Loreau znalazła swoją książką źródełko finansowanie i trudno jej się teraz od niego odciąć. Oczywiście rozumiem to, ale jest już cała seria książek: "Sztuka minimalizmu", "Sztuka sprzątania" itp. No...... ale jak ma się to do prostoty i posiadania tylko kilku książek, do czego gorąco namawia? (To akurat jest dla mnie podejrzane - jak można mieć tylko kilka książek? Jak ktoś nie ma książek w domu, zakładam a priori, że jest dziwny, że jest wielka szansa, iż nie będę miała o czym z tą osobą gadać). Ja w każdym razie kolejnych jej dzieł nie kupię, tylko sobie zwyczajnie wypożyczę.

Polecam kilka bardzo inspirujących blogów traktujących o minimalizmie: (mój ulubiony) minimal plan,  prosty blog, minimalizm, wolnym być, Pasja vs. Praca.


4 comments:

  1. Przekonał mnie fakt, że ten poradnik działa mobilizująco. Mnie by się na pewno przydał. A na blogi zaraz wejdę :)

    ReplyDelete
  2. Podejście do poradników mam podobne jak Ty; sięgam rzadko i zawsze z niepewnością. Lubię Juula, choć nie wiem, czy takie poradniki też masz na myśli. Teraz poczytuję "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett, która sypie banałami, ale trafnymi - takimi, o których często zapominamy, a które faktycznie powinny być osią naszego życia. Momentami mam ochotę przerwać lekturę, ale czytam dalej.

    ReplyDelete
  3. Juula lubię i cenię. O Brett nie słyszałam nigdy. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger