January 30, 2015

Dwie książki o macierzyństwie

Matki Polki nie mają łatwo. Przez mit Matki Polki właśnie, którego granitową podstawę kruszą (solidnymi) kopiami dwie świetne autorki. Ja też jestem mamą i nic mnie to nie wkurza jak small talk w piaskownicy, jak zabawa brum brumkami, kiedy akurat mam ochotę poczytać, jak odpowiadanie po raz setny na pytanie Dlaczego? Do szału doprowadzają mnie krzywe chodniki, po których prucie wózkiem z dzieckiem i zakupami bywa cięższe od treningu MMA, wkurza, że moja córka nie dostała się do państwowego żłobka, że za lepsze szczepienia musiałam zapłacić górę pieniędzy. Denerwuje mnie cała masa innych rzeczy, bywam tak zmęczona, że wrażenie, iż cały świat podpiął mi się do nerek, by czerpać mój prąd, jest silniejsze niż jakiekolwiek poczucie rzeczywistości. Ale jestem spełnioną osobą, p o m i m o tych niedociągnięć technicznych czy chwil słabości. Jestem człowiekiem, nie robotem. 
Kilka lat prowadziłam bloga o mnie i moich dzieciach. Bloga pełnego anegdot i zdjęć. Setek zdjęć! Moje pierwsze szlify fotograficzne zawdzięczam mojej córce. Dziś blog ten, dobrze przez Wami zakamuflowany ;-), jest piękną pamiątką z tamtych dni. Ale mało na nim tego, jak bywało chwilami ciężko. Chroniczne niedospanie i wielka walka o chwile tylko dla siebie. Bo nie ma co się czarować - matka małych dzieci znika na jakiś czas jako kobieta, jako istota osobna, chowa się do kieszeni plany, ambicje i tyle. Z tym było mi najtrudniej. 
Dlatego nie zaglądam już na blogi parentingowe. Słodzą tak, że się ulewa miejscami. Ja wiem, z czego to wynika, bo byłam w tym miejscu. Trochę się tak czaruje rzeczywistość, żeby nie zwariować w tych pieluchach i przecierach. Ale dziś czytam ich może w sumie pięć. (Piegowata, Asia - zawsze!!!). 
Lektura książek Agnieszki Graff - "Matka. Feministka" i Joanny Czeczot-Woźniczko  - "Macierzyństwo non-fiction" była jak balsam. Ile słów, myśli wyjętych wprost z mojej głowy! Graff złożyła swoją książkę głównie z felietonów pisanych do pisemka "Dziecko" (nie znoszę magazynów dla mam, mam na nie alergię; kiedyś jeszcze poziom trzymała "Gaga", ale odkąd odeszla z fotela naczelnej Zuzanna Ziomecka, stała się nieczytywalna jak cała reszta) i swoich wystąpień na kilku kolejnych Kongresach Kobiet. Dotyka tematów tabu w naszym kraju, w którym postać matki jest marmurowym pomnikiem. Dostaje się ojcom niepłacącym alimentów (najniższa ściągalność alimentów w Europie!), dostaje się planującym miejską infrastrukturę (schody, schody, schody!!!), dostaje się rządzącym za niezapewnienie wsparcia rodzicom dzieci niepełnosprawnych, autorka rozprawia się ze stereotypem myślenia, że łączenie opieki nad dzieckiem i pracy zawodowej jest kwestią chęci i dobrej organizacji. I przygaduje profesor Środzie, że jednak pralka nie pierze sama i nie każda z nas ma panią do sprzątania (ja nie mam). Zresztą kto sprząta pani od sprzątania?
Zamiast sugerować, że macierzyństwo czyni z kobiet „gorszych uczniów”, bo czas spędzony z dziećmi to wagary, proponujemy generalny remont szkoły, czyli zmianę myślenia zarówno o pracy, jak i rodzicielstwie. Przestańmy na siłę „urynkawiać”matki, wzywając je, by „wzięły się w garść”, ogarnęły, zorganizowały i ruszyły „robić kariery”. Spróbujmy choć trochę „umatczynić” rynek pracy, czyli wymusić na nim, by liczył się z istnieniem sfery opiekuńczej.

Przede wszystkim jednak dowodzi, że feminizm nie kłóci się w żaden sposób z macierzyństwem. Dopełnia je.*

Druga książka (wydana przez jedno z moich ukochanych wydawnictw - Czarne) jest niezwykle zabawna w tonie. Taka gorzko-zabawna.Słowniczek macierzyństwa bez fikcji. O tym, jak się wypada z towarzyskiego obiegu. Jak się traci kontakt z niedzieciatymi znajomymi. Jak w domu z dzieckiem bywa nudno i frustrująco. Co wcale a wcale nie umniejsza wielkiej do tegoż dziecka miłości. Świetna rozmowa z autorką TU.
Każda młoda mama, która przeżyła stres z powodu płaczu noworodka (o-co-chodzi-przecież-czysty-nakarmiony-ululany), wątpliwości dotyczące właściwych metod wychowawczych, wyrzuty sumienia, że za mało słucha Mozarta albo Bacha, albo Możdżera - odnajdzie tu siebie. Nie ma czegoś takiego jaka nieomylna i jedynie słuszna intuicja matki, która robi za instrukcję obsługi dziecka. Razem z dzieckiem rodzi się mama i oboje uczą się siebie nawzajem. Całe życie. Bo prawda jest taka, że się niczego nie wie o dzieciach, dopóki się ich nie ma. Żadne ciotki-klotki nie pomogą.
Fajnie, że się odczarowuje ten niby stan macierzyńskiego błogostanu. I nie to, że Czeczot to od razu matka frustratka. To matka realistka, która odkryła, że czas "urlopu" macierzyńskiego to czas, kiedy nie wystarcza roboczogodzin.



*11 lutego spotkanie z Agnieszką Graff i rozmowa o trudach macierzyństwa - godz. 17, Mambiuro, ul. Estońska 1/3, Warszawa.

4 comments:

  1. Na obie książki mam ochotę, na "Macierzyństwo non-fiction" szczególnie. Lubię tę serię Czarnego.

    ReplyDelete
    Replies
    1. przede mną jeszcze książka polecana przez ciebie. :-)

      Delete
  2. Moja alergia na "parenting" obejmuje nawet takie książki ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie na takie "nie",a e na blogi, gdzie dzieci ubrane śliczne ubranka firmy x, które kosztują tyle, ile wynosi pół mojej pensji, już tak. :-D

      Delete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger