January 23, 2015

Filmy o górach

Wczoraj obejrzałam bardzo zły film o górach. Film, w którym zawiódł i scenariusz, i tempo akcji, i aktorstwo rodem z telenoweli. A historia  z  życia wzięta miała wszelkie cechy dramatu, którego na ekranie nie było widać. Autentyczna to historia braci Messnerów - Reinholda i Gunthera, którzy zdobyli w 1970r. Nangę Parbat, ale podczas drogi powrotnej jeden z braci ginie, drugi zaś gubi się na trasie i cudem trafia do małej pakistańskiej wioski. Było tu  - teoretycznie - wszystko, co mogłoby sprawić, że powstałby kapitalny film o wysokich górach - i wspinaczka po morderczej ścianie ośmiotysięcznika, i relacja między braćmi oparta i na miłości, i na rywalizacji, i dramat, kiedy jeden z nich umiera, i dylemat moralny, czy szukać ciała, czy iść dalej, i pokonanie wszelkich barier w sobie, by przeżyć (starszy Messner podczas tej wyprawy schudł w kilka dni ponad 20 kilogramów), wreszcie próba zmierzenia się z wątpliwościami całego świata wspinaczkowego - czy na pewno bracia weszli na szczyt (nie zostało to udokumentowane), co dokładnie stało się na urwisku Diamur, że wrócił tylko jeden. Niezwykła przygoda niezwykłego człowieka (Reinhold Messner zostało pierwszym zdobywcą Korony Himalajów, na Nangę Parbat wrócił sam, bez ekipy, kilka lat po wydarzeniach z 1970r.) Tymczasem zmarnowana akcja tego niemieckiego filmu to flaki z olejem i mogę go polecić wszystkim, którzy mają kłopoty z zaśnięciem.


Co zatem w temacie filmów górskich polecam?

Najbardziej oczywisty wybór to "Touching the Void" (polskie tłumaczenie tytułu to "Czekając na Joe") , brytyjski dokument, niezwykle realistycznie zrealizowana opowieść o mrożącej krew w żyłach przygodzie (Joe Simpson wpadł do szczeliny w lodowcu)  dwóch wspinaczy w Andach. To historia o sile ludzkiej woli, sile życia i intuicji, prawdopodobnie jeden z najważniejszych filmów dokumentalnych, jakie widziałam.

 
Bardzo podobał mi się również dość już leciwy "Alive. Dramat w Andach" o katastrofie samolotu, którą przeżywa kilkunastu pasażerów i jedynym sposobem na wydostanie się z sytuacji jest zejście ze szczytu, na którym się rozbili.


Duże wrażenie zrobił też na mnie dokument o sir Edmundzie Hillarym, pierwszym zdobywcy Everestu. Co za upór w tym człowieku! 


Płakałam jak bóbr na dramatycznym niemieckim "Nordwand"- opowieści o tragicznej wspinaczce na niezwykle trudną północna ścianę Eigeru w Alpach. To z kolei opowieść o ukaranej pysze.


Zupełnie inna od wszystkich, nie o wspinaczce, ale o górach, jest nepalska "Himalaya", którą lata temu oglądałam w kinie "Kultura" w Warszawie. Epicka opowieść o rywalizacji dwóch przywódców w małej himalajskiej wiosce. Niezwykłe, niezwykłe zdjęcia.


"127 godzin". Historię Arona Ralstona zekranizowaną na podstawie jego własnej książki przez Danny'ego Boyle'a znałam wcześniej. Słyszał o niej cały świat. (Ralston w  czasie wspinaczki zaklinował sie w szczelinie i żeby się uratować, odciął sobie rękę). Teatr jednego aktora, którym jest James Franco. 


I na koniec seria sześciu dokumentów zatytułowana "Polskie Himalaje" i poświęcona udziałowi Polaków w zdobywaniu Dachu Świata. Fantastyczna! 



4 comments:

  1. Z tych wszystkich filmów oglądałam jedynie "127 godzin". To był mocny obraz, do tej pory mam dreszcze, gdy pomyślę o scenie, gdy bohater odcinał sobie wiadomo co...

    ReplyDelete
  2. Mocny, ale "Touching the void" jest najlepsze z całego tego zestawienia.

    ReplyDelete
  3. Wczoraj obejrzałam "Nanga Parbat" i zdecydowanie zgadzam się z Twoją opinią. "Czekając na Joe", "Alive", "127 godzin" świetne. Reszty nie widziałam. Lubię ten temat w filmie.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger