January 11, 2015

Foxcatcher



Bardzo czekałam na premierę tego filmu. Nie zawiodłam się. Oto wiwisekcja ciemnej strony Ameryki. "Antylaur" dla zarówno dla bajecznie bogatych dziedziców ogromnych fortun, jak i dla tych, którzy gonią za swoją wersją American Dream jak pies za ogonem.
Oparty na faktach obraz Bennetta Millera (chociaż jestem pewna, że gdyby nie zrobił go Miller, zrobiłby go Darren Aronofsky) jest zimnym, wystylizowanym dramatem psychologicznym z piorunującymi kreacjami aktorskimi. Steve Carell, znany komik, po raz pierwszy w wiodącej dramatycznej roli jest niesamowity, roztopił się całkowicie w postaci chorego psychicznie megalomańskiego miliardera Johna Du Ponta. Channing Tatuum, którego miałam jedynie za chłopca o ładnym torsie (choć podobał mi się w filmie "Magic Mike"), wykazał pełne zrozumienie dla nieśmiałego, żyjącego w cieniu chwały brata,  małomównego zapaśnika Marka Schulza, złotego medalisty z Seulu. Nie wspomnę o Marku Ruffalo w roli Dave'a Schulza, który od lat wysuwa się w moim prywatnym rankingu na czołówkę najzdolniejszych w nowym pokoleniu Hollywood.
Dlaczego nazwałam film zimnym? Bo ukazuje pustkę w głowie i sercu osoby, która może wszystko. Chce zamówić pojazd opancerzony, przywożą pojazd opancerzony, chce mieć drużynę zapaśników, to ją kupuje, chce byc trenerem, to nim jest, choć bez żadnych kompetencji. "Hollow man" - wydrążony człowiek, że posłużę się Eliotem, stwarza siebie na nowo, ale wersji papierowej, mydlano-operowej. Z "otchłani" gigantycznej posiadłości wyłania się dziedzic fortuny jednego z najznamienitszych amerykańskich rodów i kreuje na własny użytek szopkę. Bardzo, bardzo chce tchnąc w nią życie, ale poniewaz sam w sobie nie umie wskrzesić iskry, eksperyment nie może sie udac. Pan Wszystko (Du Pont ornitolog, filatelista, filantrop, mentor - jednym tchem sam wymienia swoje przymioty i każe mówić na siebie "Orzeł) jest Panem Nic.

Zdj. www.independent.co.uk

Początek akcji buduje nadzieję w bohaterach. Bogacz zaprasza do siebie braci Schulzów (starszy Dave początkowo się opiera), buduje im salę gimnastyczną, stwarza dogodne warunki do ćwiczeń. Skołowany, spragniony ojcowskiego wzorca młodszy z nich, Mark, lgnie do Du Ponta jak mucha do lepu. Mija jakiś czas, zanim zorientuje się, że jest tylko małpką w jego cyrku.
Widz nie jest zwodzony tak jak bracia Schulz. O nie! My dobrze wiemy, że coś tu nie gra od początku. Ta dziwna cisza, ta dziwna twarz, która nie potrafi uśmiechnąć się, tylko wykrzywia się w jakimś demonicznym niemal grymasie. Coś jest nie tak, czujemy to od pierwszych sekund. 
Dużo tu o samotności i izolacji - zarówno Mark, jak i "Złoty Orzeł" Du Pont są wyobcowani. Kamera bardzo często pokazuje nam bohaterów w odosobnieniu właśnie. Obaj w swej izolacji myślą tylko o tym, jak udowodnić swoją wartość, jak potwierdzić siebie w oczach innych. Du Pont najbardziej chciałby zaimponować swojej starej matce (doskonała Vanessa Redgrave, która miała zaledwie kilkuminutowe wejście, ale za to równie mocne jak ongiś Judi Dench w "Zakochanym Szekspirze"). Mark chciałby przestać być widziany w kontekście swojego brata.
Całość jest opowiedziana chłodno, za pomocą zdjęć w zimnych kolorach, tym zimniejszych, im bardziej rozwija się akcja. Im bardziej wariuje Du Pont, tym więcej śniegu, którego biel jest idealnym kontrapunktem dla wydarzeń z ostatniej sceny. Zresztą nie ma nic ciepłego w tym filmie, nie zostaniemy pocieszeni, poklepani po plecach, nikt nie mrugnie okiem.
Świetne kino. 

1 comment:

  1. Tym razem film mnie nie zainteresował. Ale podoba mi się Twoje określenie "zimnego filmu".

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger