January 19, 2015

Księgi Jakubowe


Dawno nie pisałam w tym miejscu o literaturze. Z jednej prostej przyczyny - przez ostatnie dwa tygodnie mierzyłam się tylko z jedną książką. Ale za to jaką! Niemal tysiącstronicowa najnowszą powieścią Olgi Tokarczuk. "Księgi Jakubowe" - opus magnum pisarki, któremu poświęciła kilka ostatnich lat życia.
Muszę przyznać, że czytanie "Ksiąg" było literacką ucztą. Z wielu, wielu powodów. Po pierwsze - oszałamiająca historia. Prawdziwa. Opowieść o heretyku Jakubie Franku, do którego dołączali liczni wyznawcy i który otarł się o tak wysokie kręgi jak polscy biskupi czy austriacki cesarz, brzmi tak nieprawdopodobnie, że na żart zakrawa fakt, że wydarzyła się naprawdę pod koniec XVIII w. na zabitym dechami Podolu. W jakiejś mądrej recenzji wyczytałam (nie pamiętam gdzie), że ta powieść to rewers "Trylogii" i chyba nie ma celniejszego zdania, które opisałoby tę książkę.  To nie jest sienkiewiczowski patchwork, w którym suma kwadratów, z których jest zrobiony, daje jasny, sympatyczny i przyjemny dla oka wzór czy widok. Tokarczuk zajrzała pod podszewkę tej kolorowej kołdry, jaka byłą Rzeczpospolita Obojga Narodów i powyciągała historie, o których z jakichś powodów nie mówi się głośno. (Wszak śmiem twierdzić, że u nas i dziś nietrudno być posądzonym o herezje i sprzeniewierzenie się najświętszym ideałom.) W każdym razie w kraju w czasie akcji powieści panuje niesamowity bałagan.  A bohater historii najpierw porzucił judaizm na cześć sabataizmu, po to by za niedługo przejść na islam, następnie został katolikiem i na sam koniec - najprawdopodobniej - przyjął prawosławie. Zaś wszystko, co zdobył, udało mu się za pomocą łapówek, knowań i intryg.
Po drugie - nieprawdopodobna narracja. Jej nurt jest szeroki jak rosyjska rzeka, składa się z licznych dorzeczy i meandrów, by jednak nigdy nie przelać się przez brzegi. Autorka w mistrzowski sposób kontroluje swoją wielowarstwowa opowieść i jakimś cudem panuje nad dziesiątkami bohaterów, z których każdy jest dokładnie naświetlony, każdemu oddany jest głos, zaglądamy w ich głowy, serca i listy. Wymaga to od czytelnika niesamowitego skupienia i uważnej lektury. Ja osobiście potrzebowałam wieczorem ciszy, by zanurzyć się w świat żydowskich innowierców i zajęło mi ok. 200 stron poukładanie bohaterów. Ta gęstość opowieści i jej wielopoziomowość kojarzyła mi się tylko z jednym pisarzem, który mógłby tu się równać z Tokarczuk - z Gabrielem Marquezem, zwłaszcza z jego "Stoma latami samotności". Mamy zresztą tu liczne odwołania do realizmu magicznego (tak jak w debiutanckiej powieści Tokarczuk, mojej ulubionej nadal - "Prawieku i innych czasach") , niektórzy bohaterowie nie umierają do końca, wierzą w mistykę księgi Zohar, magię i klątwy.Wiele fragmentów odbiega od realistycznego sposobu opowiadania i przesuwa się gdzieś w stronę oniryzmu. Sen miesza się z jawą, prawda z fałszem.
Całość jest jak ogromne puzzle - końcowy efekt składa się z setek kawałeczków, z których każdy wnosi coś bardzo istotnego dla opowieści. Ten niezwykle drobiazgowy synkretyzm gatunkowy budzi ogromny szacunek -  są tu i elementy diariusza, i epistolografia, narracja realistyczna i magiczna (tę prowadzi staruszka Jenta, która połknęła tajemniczy amulet i balansuje gdzie pomiędzy życiem a śmiercią, ma możliwość cofania się w czasie i podglądania wszystkich postaci). 

Zdj. wyborcza.pl

Pod względem technicznym to jedna z najbardziej dopracowanych powieści, jakie kiedykolwiek czytałam. I zdecydowania najlepsza powieść Tokarczuk od wielu lat.  Jej nie całkiem udany ostatni kryminał "Prowadź swój pług przez kości umarłych" i irytujące w sposobie oceniania świata wrażenia z podróży "Bieguni" to lektury, o których spokojnie mogę teraz zapomnieć. Mam pewność, że "Księgi Jakubowe" na stałe wejdą do kanonu polskiej prozy XXI wieku.

2 comments:

  1. Głośno o tej książce wszędzie, nawet w radiowej trójce ją czytają. Na razie nie mam jej w planach, ale kiedyś na pewno przeczytam.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger