January 31, 2015

Milczące miasto


Ta recenzja mogłaby mieć tytuł "Rybka, która nie jest z ferajny". Filmowa opowieść holenderskiej pisarki i reżyserki Anny Threes (na podstawie jej własnej powieści) jest dość przedziwną historią o braku i potrzebie komunikacji. Młodziutka Rosa (Laurence Roothooft) przyjeżdża do Tokio, by pracować w kuchni i szkolić się w przyrządzaniu ryb u mistrza Kona, który przyjął ją jako pierwszą cudzoziemkę. Rosa zaczyna od najprostszych prac - od filetowania maleńkich rybek, setkami, tysiącami. Przez kilka miesięcy bez żadnej zapłaty. Awans odbywa się bardzo powoli - przez ryby średnie do większych. Tony wypatroszonych rybich brzuchów, których zapach Rosa zmywa w łaźni. Żeby jednak mieć za co żyć, decyduje się na pracę jako dama do towarzystwa dla samotnych biznesmenów, z którymi "konwersuje" na kolacyjkach w różnych restauracjach.
"Konwersuje" to za dużo powiedziane. Rosa nie mówi po japońsku. Nie może nawiązać głębszej relacji z nikim, koledzy w kuchni nie chcą nawet wyjawić swoich imion, dziewczyna ma żadnej pokrewnej duszy. 
Bardzo mało dialogów w tym filmie, spora ich część odbywa się w języku japońskim i nie są one tłumaczone na angielski. Czujemy się równie niepewnie jak główna bohaterka. Co mówią ci wszyscy ludzie? Trudno nawet miejscami orzec, czy są to pozytywne, czy negatywne komunikaty. Rosa topi się w swej samotności i izolacji w kulturze, która ją fascynuje i której tak bardzo nie rozumie. Nie ma po niej żadnego przewodnika. Nie ma w niej głosu. Jak ryba. 
Kojarzy się ten obraz nieco z "Lost in translation" Sofii Coppoli, ale tutaj język nie jest katalizatorem zabawnych scenek i śmiesznych nieporozumień, ale jest tym, czym jest w istocie - barierą, która utrudnia komunikację i porozumienie i powoduje podział na naszych i obcych. Rosa jest obca. Jej aklimatyzacja w Japonii będzie wymagała czasu. Nadejdzie ten moment, ale nim tak stanie, będziemy towarzyszyć zdumionej Rosie w wielu trudnych emocjonalnie sytuacjach. Stąd tak wiele tu pewnie zbliżeń - wielkie oczy Roothooft grającej główną rolę cudownie wyrażają jej niepokój, obawę, zaskoczenie, poczucie własnej godności i szczerość. Świetne wyczucie wrażliwości postaci u debiutantki.
Jest w tym niszowym filmie kilka potknięć, myślę, że to, iż jest taki bardzo serio sprawia, że chwilami ciężko się go ogląda. (No akurat do tematu patroszenia ryb można było podejść lżej). Zabrakło mi też Japonii w tle. Tych wszystkich rzeczy, które powinny zdziwić Rosę, a  jednak nie zdziwiły, bo reżyserka zbyt skupiła się na stanie wewnętrznym bohaterki. Zbyt często zagląda na przykład do jej snów.
Tak czy owak dokładam do kolekcji moich filmów o Japonii kręconych nie przez Japończyków. Bo bardzo chciałabym kiedyś Japonię odwiedzić.

P.S. O filmie dowiedziałam się z bloga, który jest jednym z moich ulubionych i traktuje o kulturze japońskiej właśnie - Japonia Bliżej.

1 comment:

  1. Nie, nie absolutnie mnie ten film nie zaciekawił. Patroszenie ryb, nie mogę na to patrzeć.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger