January 08, 2015

Tadeusz Konwicki


Zdj. www.rp.pl

Chyba najwięcej przeczytałam Konwickiego w liceum. Bo i "Małą apokalipsę", i "Nowy świat i okolice", i "Bohiń", "Pół wieku czyśćca" (rozmowy ze Stanisławem Beresiem). Wtedy też zobaczyłam "Lawę", a dopiero wiele, wiele lat później "Kronikę wypadków miłosnych",  "Salto" i "Ostatni dzień lata". Dziś wiem, że było to prawdopodobnie najbardziej autorskie polskie kino.
Widziałam go kilka razy w Warszawie, zawsze w okolicy kawiarni u Bliklego, gdzie chadzał na śniadanka z Gustawem Holoubkiem.

Ale po co ja to wspominam. Kogo to obchodzi. Właśnie, kogo to obchodzi. Mnie to obchodzi. Może też obejdzie jakiegoś kalekę albo upośledzonego na umyśle. Co się będę z góry martwił. Dla kogo pan to pisze, powiadają krytycy. Dla czytelników, rzekę im nieśmiało. A oni zaskoczeni moją bezczelnością: pan pewnie pisze dla siebie. Ja wiem o co im chodzi. Ambitny artysta powinien pisać dla siebie samego. Koniec, kropka. Ale ja piszę dla tych jakichś ułomnych, co poniewierają się gdzieś na świecie, kopnięci w móżdżek, niezrównoważeni, z wypadającymi zębami, z niedomogą trawienną. Ja muszę mieć czytelników. Równych sobie, może nawet trochę górujących nade mną, co mi patrzą na ręce, na oczy, na lekko skrzywiony łeb./ "Zwierzoczłekoupiór"

 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger