January 16, 2015

Whiplash


 
Kiedy myślę o jazz bandach, wydaje mi się, że to taka muzyczna brać, która zbiera się na music sessions "do rana" i daje czadu w przyjaznej, zakrapianej alkoholem atmosferze. Ale reżyser Damien Chazelle opowiada nam zgoła inną historię w swoim filmie, zdobywcy głównej nagrody w Sundance w 2014r.
W jego filmie atmosfera zespołu warunkowana jest przez strach, pot, krew i łzy. Andrew Neyman (Miles Tanner) jest młodym, niezwykle utalentowanym perkusistą. Uczy się w ekskluzywnym nowojorskim konwersatorium i zostaje członkiem orkiestry, której przewodzi nieco sadystyczny nauczyciel (wspaniały J.K. Simmons, który zgarnia wszystkie możliwe nagrody za swoja kreację). Dość drastycznymi metodami pan Fletcher (ach, ta jego łysa głowa i ciasne, czarne T-shirty robią całą postać!)  zmusza swoich studentów do przekraczania własnych możliwości. 

Zdj. latimes.com

W jakimś wywiadzie Chazelle opowiadał, że zamierzał stworzyć film wojenny, w którym polem bitwy będzie sala do ćwiczeń a bronią pałeczki do perkusji. I to się udało. W każdym razie z filmu, który ogrywa motyw a) początkującego muzyka, który osiąga sukces b) zawziętego człowieka znikąd, który uporem i ciężką pracę realizuje marzenia c) obydwa podpunkty razem  - udało się zrobić dzieło całkiem osobne, wiarygodne psychologicznie, takie, gdzie ciasne wnętrze koledżu muzycznego robią niemal klaustrofobiczne wrażenie. Konserwatorium jest wyspą na oceanie, nie istnieje praktycznie żaden jego kontekst - miasto, ulica. Jest tylko ono, jest tylko bohater, jest tylko perkusja. 
Najbardziej bałam się, że się ten film wygładzi za bardzo w miarę rozwoju akcji. Ale na szczęście nie. Postacie są chropawe, atmosfera gęsta do samego końca. Jest też oczywiście finałowa scena koncertu jak w dobrym filmie muzycznym, z trwającą kilka minut solówką na perkusji w wykonaniu głównego bohatera. Ale nie jest to musical. To pierwszorzędne kino psychologiczne z hipnotyzująca muzyką w tle (jakby nie było to pean na cześć jazzu), wzruszająca opowieść o cienkiej granicy, która dzieli konstrukcję od destrukcji.  Żeby jednak nie było zbyt poważnie, całość przełamana jest błyskotliwym, czarnym humorem.

5 comments:

  1. Chyba najbardziej kusi mnie w tym filmie warstwa muzyczna. Nie słyszałam o nim wcześniej.

    ReplyDelete
  2. W programie BBC o filmach wszyscy wychwalali pod niebiosa. Jak Ty to robisz, że zaliczasz nowości kinowe? My czekamy na Blu-rays w internetowej wypożyczalni, bo inaczej wydawalibyśmy fortunę na babysitters.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie z nowościami jestem na bakier bardzo!!! A do kina chodzę najczęściej sama, bo Ł. zostaje z dziećmi. Na "Whiplash" strasznie mi zależało. I tak jest w tym moim mieście lepiej lepiej niż kilka lat temu, bo mamy od ponad roku cyfrowe kino i nowości są od praktycznie od razu, nie musimy czekać na taśmy.

      Delete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger