February 28, 2015

American Sniper



Dobra wiadomość jest taka, że okazało się, iż Hollywood to nie tylko lewacy. Zła jest taka, że ci, którzy zrobili ten film, zrobili za wielkie (choć jak na warunki Fabryki to jednak niewielkie, zaledwie 50 milionów dolarów)  pieniądze niezłą filmową propagandę do prania głów. Młodych głów, które już wydały pół miliarda na bilety, więc całość zwróciła się stukrotnie.
Kiedy usłyszałam nazwisko Chris Kyle, na podstawie wspomnień którego nakręcono film,  zadźwięczało mi w głowie. Chodziło o TEN artykuł z Wysokich Obcasów, który zbulwersował mnie jakiś czas temu. Zawodowy snajper, najcelniejszy z celnych (250 ofiar jego celownika), napisał pamiętnik, w którym zdradzał, jak to jest strzelać do wroga (należy go odhumanizować), opowiadał o miłości do amerykańskiej flagi, Teksasu i tradycyjnych wartości. Przekaz filmy jest mniej więcej taki: oto wielki człowiek zrobił coś wielkiego dla swojego wspaniałego kraju. Oklaski! Bohater, jakich się kocha. Swój chłop, a jaki dzielny! Nasz ci on! Nasz!
O ile we wspomnieniach Kyle'a było to do zniesienia (czytałam fragmenty), bo jednak osobista perspektywa "ja", przez którą filtrowane są wydarzenia, jest miło subiektywna, to znika ona w filmie, narracja pozoruje obiektywizm i tym sposobem świat Kyle zrobił się tragikomicznie czarno - biały. On jako ten biały ma się rozumieć oraz ci źli, terroryści z Iraku, do których można strzelać jak do kaczek. Żeby zintensyfikować napięcie dano Kylowi godnego snajperskiego przeciwnika, który ze swoim karabinem skacze po dachach Faludży jak ninja. To wszystko niechcący przypomina fabuły filmów akcji z lat osiemdziesiątych, w których zawsze jakiś "hiroł" ratował Amerykę przed zagładą z rąk radzieckich szpiegów. Tyle że zamiast radzieckich szpiegów mamy bojowników islamskich. Nad którymi jest w filmie zero refleksji. To są jacyś dzicy i barbarzyńcy, których trzeba wybić jak stonkę.
Bradley Cooper  podobał mi się w tym filmie bardziej niż w czymkolwiek innym, ma chłopak wielki talent, naprawdę. Ale Eastwood klęczy przed graną przez niego postacią i nie pojawia się nawet cień krytyki bezsensownej wojny w Iraku. Dlatego po obejrzeniu filmu rozentuzjazmowana Sarah Palin napisała na Twitterze: "God bless our troops, especially our snipers". 

 Zdj. ew.com

A "American Sniper" nie jest filmem o wojennym bohaterstwie! Ani tym bardziej nie jest uczciwą refleksją na temat wojny  w ogóle. Osiemdziesięcioczteroletni Eastwood ostatnio śpieszy się bardzo, wypuszczając po dwa filmy rocznie, co tutaj widać (och, ta gumowa lalka udająca niemowlę, błagam!). Najbardziej zastanawia mnie jednak pytanie, które oczywiście w obrazie też nie padło, bo Kyle nigdy nie popełnia błędu i jest jak maszyna do zabijania - co jeśli ofiara była zwykłym cywilem, który znalazł się w nieodpowiednim miejscy w nieodpowiednim czasie?
Na to pytanie odpowiedział wyjątkowo złośliwy los, dopisując epilog całej historii. Chris Kyle zginął postrzelony przez chorego psychicznie żołnierza podczas ćwiczeń.

3 comments:

  1. Mój narzeczony wczoraj obejrzał ten film i jest zachwycony. To kompletnie nie moja tematyka, ale jestem ciekawa tej historii. To swoisty chichot losu, że tak zginął.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mojemu mężowi też się podobał i bardzo się o ten film starliśmy.

      Delete
  2. Już jest American Sniper z prawdziwym polskim lektorem ->>>> http://americansniperpl.bo.pl

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger