February 10, 2015

Fotografia humanistyczna. Robert Doisneau

W tym roku mija sześćdziesiąt lat od jednej z najważniejszych wystaw. W1955r. otworzono w Nowym Jorku wystawę zatytułowaną "Rodzina człowiecza" ("The Family of Men"), od czasu której datuje się nowy rozdział w historii fotografii - fotografię humanistyczną (mnie najbliższą, z całych sił właśnie taką osobiście staram się uprawiać swoim Nikonem). Jest to rodzaj fotografii dokumentalnej, jednak ciężar wartości zdjęcia zostaje przeniesiony z komentarza do rzeczywistości na chęć przedstawienia różnych przejawów ludzkiego życia. I o ile fotoreporterzy dokumentują zazwyczaj rzeczywistość trudną, wojenną, biedę, stratę, to fotografowie humanistyczni są mistrzami w łapaniu "małych chwil", niby nic nie znaczących, a jednak najważniejszych dla opisania kondycji człowieka.
W Museum of Modern Art pod okiem Edwarda Steichena, kuratora wystawy, dokonano wyboru prezentowanych zdjęć. Wzbudziły sensację, bo nie znalazły się na niej zdjęcia świadczące o tym, że wiek XX był wiekiem dwóch okrutnych wojen, bólu, tragedii i hańby. Reportaż humanistyczny (choć sam termin pojawił się dopiero po tej wystawie) charakteryzował się optymistyczny nastawieniem i wiarą w ludzi, poetyckim spojrzeniem na rzeczywistość. "Always look on the bright side of life" - również taki tytuł pasowałby do tej wystawy.
Za "ojców założycieli" tego rodzaju fotografii uważa się  Roberta Doisneau, Henri Cartier-Bressona, Gordona Parska i Edwarda Steichena. W Polsce legendarnym przedstawicielem tego nurtu jest Tadeusz Rolke. Dziś jednak kilka słów o pierwszym z nich.

Robert Doisneau (1914-1994) już w latach trzydziestych przechadzał się ze swoją Leicą po ulicach Paryża. ("The marvels of daily life are so exciting; no movie director can arrange the unexpected that you find in the street"; cyt. za Wikipedia). Pracował wtedy też dla fabryki Renault, co, jak przyznał po latach, ukształtowało jego wrażliwość na związek człowieka i pracy. W 1948r. rozpoczął współpracę z magazynem Vogue. Jego gwiazda błysnęła jednak dopiero w roku 1950 za sprawą zdjęcia "Kiss by the Town Hall"prezentującego parę młodych ludzi całujących się na ruchliwej ulicy. Do dziś jest ono symbolem pojęcia "miłości w Paryżu". Szczyt sławy przypadł na lata 60. W kolejnej dekadzie zmieniało się społeczne oblicze Europy, wydawcy pragnęli iść z duchem czasu i Robert Doisenau (którym mówił o sobie, że jest "dinozaurem fotografii") nie był już tak często zatrudniany, choć pozostał aktywnym artystą do końca swoich dni.

Jak już wspomniałam to mój ukochany nurt fotografii. Takie zaklinanie rzeczywistości, by była trochę lepszą niż jest. Dlatego Robert Doisneau jest moim mistrzem. Popatrzcie sami, czyż można nie zakochać się w tych zdjęciach?

Zdj. blog.ricecracker.net

Zdj. inspirationhynt.net


Zdj. filmsnotdead.com

Zdj.iphotocentral.com

Zdj.allposters.pl

Zdj. pleasurephotoromm.wordpress.com


Zdj. culturacolectiva.com

I na koniec to najsłynniejsze:

zdj. swiatobrazu.pl

2 comments:

  1. Co tu dużo pisać. Klimatyczne zdjęcia, a chłopak przywieszony na sznurku - genialne!

    ReplyDelete
  2. Ja najbardziej lubię to z psem skaczącym do miotły. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger