February 13, 2015

Joanna/ Nasza klątwa

Obejrzałam obydwa nominowane do tegorocznych Oscarów polskie dokumenty - "Joannę" (dzięki uprzejmości koleżanki) i "Naszą klątwą" (film udostępnił New York Times  TU). Współczuję członkom akademii, bo nie umiałabym wybrać pomiędzy nimi. Nie wiem, czy na nagrodę zasługuje Aneta Kopacz, czy małżeństwo Śliwińskich, ale ostatecznie nie o nagrodę tu chodzi, bo obydwa obrazy poruszają kwestię życia i śmierci we wzruszający, przepiękny sposób. To są filmy, które bolą, ale też i takie, które zostają w człowieku na zawsze, choć strasznie patetycznie to brzmi.


 (Zdj. polishdocs.com) 
Do "Joanny" mam sentyment ogromny. Czytałam bloga Chustki, bywały tygodnie, że od jej wpisów zaczynałam dzień. Już wtedy wiedziałam, że to niezwykła babka. Taka babka, jaką ja chciałabym być. Bezkompromisowa, szczera, mądra, o ciętym języku i precyzyjnie nazywająca świat wokół. Chustka prowadziła swój internetowy pamiętnik dla synka Janka. Wiele tam ich wspólnych rozmów, śmiesznych dialogów, ale też i mnóstwo pytań o sprawy ostateczne. Bo Chustka umierała na raka. Ale nie był to blog o zbliżaniu się do śmierci. To była najcudowniejsza celebracja życia, małych, zwykłych chwil, których brakuje najbardziej, gdy ktoś odejdzie.  Jej śmierć zwaliła mnie  z nóg, jakby umarł ktoś mi dobrze znany a  nie znajoma jedynie z wirtualnej rzeczywistości. Potem pojawił się blog w formie książki, wydany przez "Znak", a potem dokument Anety Kopacz, która z operatorem Łukaszem Żalem przyglądała się Joannie i jej najbliższym przez kilka tygodni. Oko kamery łapało chciwie to, o czym Chustka pisała. Zabawy z Jankiem, wystawianie buzi do deszczu, chlapanie w kałużach, spacery po łące, brzęczenie owadów latem. Z ekranu bije niezłomna wola życia i wewnętrzna siła bohaterki. Bez ckliwości, bez fałszu. "Joanna" chwyta za gardło. 


(Zdj. nytimes.com)
Drugi film, "Nasza klątwa", też ma swoje korzenie częściowo w blogosferze. Magdzie i Tomkowi Śliwińskim (on jest z zawodu reżyserem; oboje prowadza stronę: leoblog.pl) urodził się ponad cztery lata temu temu synek, który cierpi na niezwykłe rzadką chorobę neurologiczną tzw. klątwę Ondyny - jego organizm podczas snu "zapomina" oddychać. Chłopczyk od urodzeniu nie rozstaje się z respiratorem. Śliwińscy domową kamerą kręcą pierwsze miesiące życia z "klątwą" . Widzimy cały, niezwykle trudny proces oswajania choroby, przyzwyczajania się do niej. Kamera pełni też funkcję spowiednika, to przed nią wygadują się ze swoich rozterek, żalów, strachu. Bo strach jest nieodłączną częścią ich życia. Każdej nocy ich dziecko może umrzeć.
Jednak nie jest to filmowa opowieść o strachu i bólu a o.... miłości, która przeniosła góry. Mały Leo przestaje być kimś, o kogo tylko się boją, a staje się najukochańszym synem, któremu rodzice pomagają walczyć. Miejscami film ogląda się bardzo trudno, ściska w gardle tak, że trudno nawet łzy połykać. Na przykład wtedy, kiedy niemowlę bezgłośnie płacze (ma tracheotomię, więc jest nieme). Jak to jest nie móc słyszeć płaczu własnego dziecka? Albo jego śmiechu?
Choroba Leo jest nieuleczalna, ale nie o tym myślimy, patrząc na niezwykłą finałową scenę (mama i tata tańczą z kilkumiesięcznym, roześmianym synkiem). Myślimy o tym, że życie jest, mimo wszystko,  piękne, a rodzicielstwo, choć takie trudne, najwspanialszą przygodą.

6 comments:

  1. Widziałem nasza klątwę, bardzo ładna, choć nie rozumiem do końca tego ekshibicjonizmu emocjonalnego. To bardzo prywatny film.

    Wuzet

    ReplyDelete
    Replies
    1. To chyba nie ekshibicjonizm jest siła napędowa filmu. Tyle jest filmów o raku, bo przestał być tabu. Inne choroby tez wychodzą z cienia. oni po prostu opowiedzieli swoja historię.

      Delete
  2. A wiesz, że ja nie słyszałam o tych filmach. Dlaczego jest o nich tak cicho?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie jest cicho. :-) O "Klątwie" napisał New York Times nawet! :-)

      Delete
  3. "Joanna" czeka chyba na mnie w Polsce bo nigdzie nie mogę jej niestety obejrzeć. I dobrze. Będzie miał ten film swój czas. Ja na bloga Chustki trafiłam przed samym jej odejście ale potem przeczytałam od dechy do dechy jak najlepszy przewodnik po życiu. I mam to samo co Ty "Taka babka jaką ja chciałabym być." No i do dziś w gorszych chwilach powtarzam sobie "Ludzie, nie żryjcie się". A ten drugi film to dla mnie nowość i oczywiście wczoraj zarywając nieco nockę już zdążyłam obejrzeć. Choć na bloga chyba też się kiedyś natknęłam. Wielka miłość, mądrość ale i szczerość tych ludzi mnie rozwaliła. Leoś jednak jednym uśmiechem potrafi odmienić każdą gorszą chwilę w tęczowy dzień po burzy.
    Jak zwykle WIELKIE DZIĘKI za zbliżenie mnie do kultury, której trzymam się i niucham i zgłębiam i poznaję i ona pozwala mi przetrwać ... ale u Ciebie zawsze poziom i klasa. Dziękuję :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No i siedzę teraz w pąsach cała.:-) Dzięki za miłe słowa.
      Tak, Chustka jest i dla mie do dziś wielka nauczycielka. Całkiem serio to mówię. Jak w pracy ktoś się czepia pierdół, jakiegoś braku podpisu przy tysięcznym świstku, to mam w sobie teraz taki spokój. Patrzę na Szefową i myślę - Luz, kobieto, to nie ma absolutnie ŻADNEGO znaczenia. :-)

      Delete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger