February 09, 2015

Teoria wszystkiego



"Teoria wszystkiego" okazała się teorią niczego. Coś pomiędzy łzawym melodramatem a moralitetem z puentą -  "while there's life, there's hope". Wszyscy wstają, biją brawo. Kurtyna.
To teraz do rzeczy. Reżyser filmu James Marsh podkreślał, że obraz nie jest biografią słynnego astrofizyka Stephena Hawkinga, a historią miłości pomiędzy nim a jego, byłą już, żoną Jane Wilde (na podstawie wspomnień jej autorstwa opiera się scenariusz). Nie powinnam być zatem rozczarowana, skoro poszłam na film, z założenia, romantyczny.
Opowieśc zaczyna się w momencie, gdy Hawking jest zdolnym, acz nieco leniwym studentem Cambridge. Poznaje Jane, koleżankę z iberystyki, ale chwilę potem zdiagnozowana zostaje u niego neurologiczna choroba Lou Gehringa. Lekarze dają mu dwa lata życia. Pomimo wyroku, Jane nie poddaje się w walce o ukochanego i wychodzi za niego mąż. Rodzi kolejne dzieci (w sumie troje), opiekuje się mężem, którego niepełnosprawność postępuje, kolejne mięśnie zanikają, w finale czeka go wózek inwalidzki, paraliż całego ciała i porozumiewanie się ze światem za pomocą syntetyzatora mowy. Żyje jednak dłużej niż dwa lata, bo przecież żyje do dziś, a ma już lat 72 i jest fenomenem długości życia ze stwardnieniem zanikowym bocznym (ALS, w imię którego latem 2014r. odbyła seria wyzwań Ice Bucket Challenge). 
Tylko to wszystko jest jakieś nijakie. Nie wiem nic niemal na temat całej tej Jane, oprócz tego, że ona wierzy w Boga a on nie. Nie ma w niej żadnych cech charakterystycznych, staje się figurą kochającej żony i matki uświęconej poświęceniem dla rodziny. Czy było jej ciężko? O, na pewno nie raz klęła na czym świat stoi, nie wierzę, że nie. Czy pluła sobie w brodę po latach? Na pewno. W końcu całkowicie zrezygnowała z siebie, ze swoich potrzeb. W filmie wskazuje na to jedna scena! Kiedy Jane chce się uczyć, a nie może. Na jej twarzy widać co prawda zaledwie poirytowanie, dlatego filmowa żona Hawkinga to lalka, nie kobieta z krwi i kości. A sam Hawking? Jak ta straszna choroba wpłynęła na niego samego? Jak się z nią pogodził?  Czy się pogodził? Bo jakoś tak gładko prześlizgnięto się po temacie, trochę jakby miał cięższy katar a nie zanik mięśni. Wszyscy wokół w ogóle niezwykle pozytywni. Tak szybko każdy go wziął za takiego, jakim jest? A dzieci? Co o tym wszystkim myślały dzieci? Jaki ich stosunek do taty poza tym, że mogły pojeździć  na elektrycznym wózku? 

Zdj. moviesroom.pl

Eddie Redmayne dwoi  się i troi w swojej roli, odwala naprawdę kawał dobrej roboty, ale za nic nie przybliża mi postaci genialnego naukowca, którego jedynym sprawnie działającym narządem jest ostry jak brzytwa intelekt. Gdzie ten intelekt w filmie? Gdzie moc głowy fizyka, który pokonał umysłem ograniczenia, jakich nie mogło pokonać jego ciało? Szybciej byłoby zajrzeć do Wikipedii niż męczyć się dwie godziny na tym źle zrobionym i sentymentalnym filmie, który mimo melodramatyzmu, scen w blasku słońca skąpanych, nie wycisnął ze mnie ani jednej łzy.

4 comments:

  1. Hmm, to ciekawe, bo tutaj krytycy oboje głównych aktorów bardzo chwalili, no ale to może po trosze patriotyzm, no i Hawkinga historia jest wszystkim doskonale znana, na pewno w większym stopniu, niż w Pl, dlatego nie było raczej zarzutów, jakie Ty stawiasz. Ja jeszcze nie widziałam, więc nie wiem, z kim się zgodzę;-)

    ReplyDelete
  2. Ja jestem wręcz zaszokowana ilością dobrych recenzji i nagród dla tego filmu. Kompletnie nie rozumiem, naprawdę. To jest film, który powinien być wyświetlany tylko na kanale Hallmark. :-)

    ReplyDelete
  3. Dlatego też nie poszłam na ten film do kina. Czytałam, że z tego filmu zrobiła się melodramatyczna historia o miłości. Może kiedyś w telewizji obejrzę.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger