March 26, 2015

Luźno o "50 shades of Grey"



Recenzji ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem nie będzie, jest ich w sieci milion, ale podzielę się złotymi myślami, które spłynęły na mnie w trakcie dwugodzinnego seansu. Btw - nie czytałam i nie zamierzam czytać książki.Nie oceniam filmu w kategoriach, czy to porno dla mamusiek, czy nie. Bo ani to porno, ani dla mamusiek tym bardziej. Raczej coś, co miało być  filmem erotycznym. Dla bab w ogóle.

1. Ona, on i szczypta perwersji - coś jak "9 i 1/2 tygodnia"?
2. Nie. Trochę nudniej. Znacznie nudniej. Chociaż Kim Basinger i Mickuey Rourke powinni, no naprawdę powinni choćby przechodniów na ulicy zagrać.  Perwersja bez perwersji, oklaski na stojąco dla montażysty, który tak kleił taśmę, żeby widz wiedział, że ktoś uprawia seks, ale jak i co - tego już się z filmu nie dowiemy, przeto używamy imaginacji. Raz miga blady tyłek Jamiego Dornana, choć z kolei piękną klatą świeci on w co drugiej scenie. Ku uciesze gawiedzi, w tym mnie, bo zaiste jest to bardzo ładna klata.
3. Każda epoka ma taki głośny film erotyczny, na jaki zasługuje. Lata 80. miały "9 i pół tygodnia", lata 90. "Nagi instynkt", lata 2000. świetną "Sekretarkę" z Maggie Gyllenhaal, a my mamy "Greya", gdzie szczytem wyuzdania jest mizianie pawim piórkiem po udzie. (O kostce lody nie wspomnę, bo to jednak trzeba do  Rourke'a wrócić po porządną wizualizację, co kostka lodu może). Oto jak działa dobre promo przed premierą we wszystkich serwisach społecznościowych.
4. Para główna. Się nie zgodzę z większością krytyków i przyznam, że Dakota Johnson nic a nic mi nie wadziła i w roli biednej sierotki była zupełnie niezła. Nawet z tym przygryzaniem wargi i gryzieniem po pensjonarsku ołówka. Jamie Dornan w wyższych  kręgach znany jako Golden Torso też niczego sobie.Chociaż umówmy się, że do grania nie miał za dużo. Najczęściej występuje w filmie w wersji topless, mając na twarzy albo uśmiech "mam-sekret-nie-zgadniesz-jaki", albo pożądanie (ten fragment o płonących oczach, na którym Joanna Koroniewska czytająca audiobooka mało się nie  - cytuję - "zrzygała" to jest dokładnie to, co widzimy na ekranie. Oczy płoną i płoną.)

 Zdj. mirror.co.uk
5. Scenariusz kulawy, ale to chyba przez tę książkę nieszczęsną. Biedny Dornan  w scenie, gdzie opowiada Anastazji mętne fragmenty smutnego swego dziecięctwa, naprawdę ma minę barana, bo jak to mówić w ogóle na serio? Że niby lubi dawać klapsy tu i tam, bo go mama nie kochała? Beka jakaś normalnie. 
6. Zawartość cukru w cukrze zerowa. Erotyki jako takiej brak.  Za erotykę robi maska na twarz, dwa wygięcia pleców w łuk, żadnego "dirty talk", null, zero. Naga pierś w Ameryce jest jak Święty Graal. Nikt jej nigdy tam nie widział. Zaraz, o czym miał być ten film?
7. Ścieżka dźwiękowa czaderska. Jutro pędzę po płytę. Nie, nie ma w tym żadnej ironii.
8. To nic innego jak kolejna wersja Kopciuszka. Dobre wino, dobra koleżanka do towarzystwa i jedziemy, drogie panie. Oklepane, to nic, przewidywalne, to nic, naiwne , to nic. Ale on jest piękny, bogaty i lubi to i owo. Podobno, co prawda, bo niewiele  widać i dlatego w pamięć film nie zapada, ale z drugiej strony mam pełną świadomość, że reżyserka filmu wcale nie obiecywała arcydzieła. Wcale.  O czym w dużej części recenzji zapomniano i potraktowano film na równi z Kubrickowym "Eyes Wide Shut" (słabym zresztą bardzo). 
9. Oprócz klaty Dornana rzuciły mi się w oczy ładne meble.  Brawo dla scenografa.
10. Przypomniała mi się recenzja książki z portalu "The Goodreads". Najzabawniejsza ever. Płakałam ze śmiechu, gdy czytałam.Zajrzyjcie koniecznie TU.  Film też taki jest, ale nie był dla mnie aż takim rozczarowaniem, bo nic innego poza tym, czym jest, nie spodziewałam się. Ponapawałam oczy i trochę się ubawiłam. I tyle.

6 comments:

  1. I oto ukazała się najbardziej rzetelna recenzja Greya!!!!!!!
    Bez wymuszonego oczerniania pod publiczkę, w masce "nic, a nic nie podobało mi się w tym filmie!" (toż to przecież wstyd i hańba przyznać się, że COŚ TAKIEGO mogło mi się spodobać), a prawda pewnie wyglądała zgoła inaczej - pewno nie raz i nie dwa pociekła jednej i drugiej ślinka na widok osławionej klaty :P
    Lekkie kino dla kobitek. Nikt nikomu nie obiecywał nic ponad to, a jeśli kto liczył na więcej ... jego problem. Nie tu szukać. Nie na tej półce.
    Amen.
    I brawo!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki. Naprawdę wielkie, wielkie dzięki. :-)

      Delete
  2. Mnie właśnie brakowało pikantnych scen erotycznych. I jakoś dziwnie był skręcony ten film. Jestem rozczarowana.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No mnie tez brakowało, ale z założenia to było masowe oglądadło, więc jakiegoś wielkiego rozczarowanie nie było w moim przypadku. :-)

      Delete
  3. "To nic innego jak kolejna wersja Kopciuszka."

    Gorzej, niestety, gorzej.
    Zgadza się - film można "zjechać: przy odrobinie złej woli i krytycyzmu, ale jeśli nie spodziewać się po nim wiele dobrego, to obejrzeć od biedy można, nie cierpiąc nawet przy tym zbytnio.
    A panna Johnson podobała mi się - jako kobieta, ale i aktorsko nie była zła (rola dobrze obsadzona, moim zdaniem) - na tyle, na ile pozwalał jej scenariusz, który niestety do arcydzieł zaliczyć nie można.
    A porno i perwersji w tym filmie było tyle, ile kot napłakał. Ot, erotyczna konfekcja.

    ReplyDelete
  4. Dlatego nie rozumiem, czemu tak się wszyscy Johnson uczepili, że nijaka, że nie gra. Mnie się ona tez podobała. Perwersji nie było, ale ponieważ chcieli sprzedać ten film jak najszerszej widowni, no to wyszło jak wyszło. film dla wszystkich, jeśli nie jest filmem familijnym, jest filmem w sumie dla nikogo. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger