March 07, 2015

Turtles Can Fly



Akcja "Gdyby żółwie umiały latać" napisanego i wyreżyserowanego przez Bahmana Ghobadiego (autor "Czasu pijanych koni") dzieje się w przededniu wojny iracko-amerykańskiej, w małej iracko-kurdyjskiej wiosce i sąsiadującym z nią obozem uchodźców. Główny bohater, Soran Ebrahim, zajmuje się montowaniem anten na dachach skromnych domków (stąd jego ksywka "Satelita") oraz nadzoruje sporą grupę dzieci trudniących się rozmontowywaniem min na polach. Jest nieformalnym przywódcą najmłodszych, którzy tylko w nim mają jakiekolwiek oparcie, ale też jest chłopcem poważanym przez starszyznę, bo ma obsesję na punkcie Ameryki, z której wynika znajomość kilku słów angielskich, co zasługuje na podziw w środowisku analfabetów. 
Satelita zakochuje się w dziewczynce "zza ogrodzenia", sieroty stacjonującej w obozie, w którym przebywa ze swoim bratem, który stracił ręce na skutek wybuchu miny i malutkim chłopczykiem, który nie należy do rodzeństwa, ale nie zdradzę, z jakiego powodu dzieci się nim opiekują.
Bohaterowie dziecięcy Ghobadiego są ujmujący. Czyści duchem, wrażliwi, ale przez to delikatni, bo sytuacja, w jakiej się znaleźli, wszystkich przerasta. Są tylko dziećmi, powinni chodzi do szkoły i bawić się, nie powinni oglądać tego, co oglądają. To smutna, bardzo smutna opowieść o tym, jak można łatwo zostać zbrukanym przez świat. I jaką zbrodnią jest ograbianie dzieci z dzieciństwa.  Reżyser porusza temat tabu - wykorzystywania dzieci do pracy, pozwolenia, by stały się najbardziej bezbronnymi ofiarami wojny. Świat sierot z biedadomków irackich wiosek jest brudny, okrutny i bez nadziei. Mówi się o Ghobadim, że stał się kinową Kasandrą irackich Kurdów. Każdy jego kolejny film jest coraz bardziej przejmujący, odziera widza z przywilejów strefy komfortu, w jakiej się znajduje.
Mali aktorzy są niezwykli w każdej scenie. Może dlatego, że widzimy, iż to są dzieci, które były, naprawdę były świadkami wojny. Żadne z nich nie jest profesjonalnym aktorem. Ghobadi podąża tu wspaniała irańską tradycją pracy z dziećmi w filmie - robili to już wcześniej, równie brawurowo, Mosem Makhmalbafi i Abbas Kiarostami.
Nieobecni są niemal dorośli w tym filmie. Bo to, paradoksalnie, właśnie ci najmniejsi, na których barki spadło tyle nieszczęść, zachowują się jako dorośli, bo do tego zmusiło ich życie.
Niczego na świecie tak mi nie żal  jak właśnie dzieci, które nie mają się do kogo przytulic.

Zdj. mijfilm.com

4 comments:

  1. Ostatnie zdanie jest moim także. Film obejrzę z pewnością. Pozdrowienia

    ReplyDelete
  2. Takie obrazy zawsze wywołują we mnie złość. Ja można zabrać dzieciom to, co najlepsze w życiu, czyli dzieciństwo.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ano...Taki świat sobie urządziliśmy.

      Delete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger