April 10, 2015

Mala Rodriguez

 Zdj. www.npr.org

Pierwszy raz usłyszałam ją w radiowej "Trójce" w audycji Anny Gacek. Miłość od pierwszych dźwięków, kiedy stałam na czerwonym świetle na jakimś skrzyżowaniu i w samochodzie dudniło "Nanai":

Mírame a los ojos sí me quieres matar
Nananai...yo no te voy a dejar!!
Mírame a los ojos sí me quieres matar
Nananai...yo no te voy a dejar!!
Mírame a los ojos sí me quieres matar
Nananai...yo no te voy a dejar!!


Moja rówieśniczka, urodzona w Kadyksie, wychowana w gorącej Sewilli, geniusz hiszpańskiego hip hopu skrzyżowanego z muzyka flamenco (tak, tak, to jest możliwe). Surowe, feministyczne teksty dźwięcznie brzmią po hiszpańsku. W odróżnieniu od amerykańskich raperek nie śpiewa o biżuterii i złotych zegarkach, choć buńczucznie o seksie już tak. Jej ostatni album ma tytuł "Bruja" ("Wiedźma"), o czym Mala (to jest ksywka, naprawdę ma na imię Maria) mówi tak:

"I like 'witch' because it symbolizes women who have been historically vilified for doing positive or strong things."

To rodzaj babki, z jaką nikt nie chciałby zadrzeć. Ale chciałby pójść na piwo. Ja też.  Sama siebie uważa głównie za poetkę. Bo czymże jest dobry rap w moim mniemaniu? Opowieścią wykutą w rytmie i rymie.

Zatem na weekend zostawiam Was z dobrą muzą: 





1 comment:

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger