April 22, 2015

Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny. Oraz kilka fotografii.



Są takie książki, które mam gdzieś z tyłu głowy zaznaczone jako "do przeczytana", ale mijam się z nimi tygodniami, latami nawet. A potem nagle wpadają mi w ręce i w jednej chwili przesuwają się z bliżej nieznanego miejsca na mojej liście na sam jej szczyt. Tak było w przypadku książki Kamili Sławińskiej o Nowym Jorku.
Nowy Jork jest pewnie miastem mojego życia. Może za dużo Woody'ego Allena się naoglądałam. Ale też mam z tym miejscem mnóstwo niesamowitych wspomnień, spędziłam tam kilka lat temu niesamowite, pełne przygód lato. Wydeptałam własne ścieżki, zajrzałam do każdej dzielnicy. Oszalały wertykalizmem Manhattan, spokojny Brooklyn z pięknymi kamienicami, zielony Central Park pełen biegaczy i piknikujących, latynoski Bronx i brudny Harlem. Mieszkałam na Coney Island, niedaleko Brighton Beach. Codziennie szłam do metra stuletnią promenadą, pamiętającą czasy Ala Capone. Po drodze mijałam jedno z najstarszych w Ameryce wesołych miasteczek i słynny bar Nathan's, gdzie co roku odbywa się dziwaczny konkurs jedzenia hot-dogów na czas (który cała lata z rzędu wygrywał chudy jak szczapa Japończyk Takeru Kobayashi).
Dlatego z taką przyjemnością zanurzyłam się w opowieść Sławińskiej, która oprowadza nas po swoich ulubionych, magicznych miejscach. Nie znajdziemy tu szlaków z turystycznego przewodnika. Sławińska zabiera nas pod podszewkę Wielkiego Jabłka. Łazimy z nią po mostach, barach, francuskich bistrach, po skwerkach i targach, po sklepikach z szachami i antykwariatach. Czasem śladem Holly Golightly, czasem śladem Indian, którzy tu dawno temu mieszkali. Jest kilka słów o historii miasta (ba, nie miałam pojęcia, że nazwa Wall Street naprawdę wzięła się od muru, którym kiedyś miasto było oddzielone od dzikich terenów) i jego mieszkańcach. To książka napisana przez prawdziwą New Yorker, kogoś, kto kocha to miasto, kto się tu dobrze czuje, kto zachłystuje się jego architektonicznym pięknem, szybkim tempem życia, wielobarwnością, wielokulturowością. Ja też się dobrze czuję w takich miejscach (coraz gorzej znoszę mentalność małych miasteczek, w jednym z takich, niestety, mieszkam).  New  York is a state of mind - śpiewał Billy Joel. I to prawda.
"Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny" to książka emocjonalna, o czasie i przestrzeni The City. Doskonale napisana, z pięknymi metaforami.
Nie wiem, która to książka z serii "terra incognita" wydawana przez wydawnictwo WAB, jaką czytałam. To świetna seria, a to jedna z lepszych w niej pozycji.

"Szum Broadwayu zagłusza złe myśli, jego światła rozjaśniają najgęstszy mrok. Jego zmienność przypomina, że niczym nie warto się przejmować zbyt długo. (...) Kiedy czasem wydaje mi się, że mrok nigdy się nie rozwieje, wyglądam z mojego okna na Brooklynie - i robi mi się lepiej, gdy widzę, że On tam jest, jak był: the dream, the heart breaker. Tak, panno Golightly, nie ma potrzeby szukać dalej. Oto powód, dla którego warto kupić komodę i nadać imiona kotom. Księżycowa rzeka, płynąca nieustannie kamiennym kanionem Manhattanu."

Pięknie, prawda? A na koniec kilka skanów moich starych nowojorskich zdjęć.

Ja na schodach Biblioteki Columbia University.
 Tylko Manhattan. ;-)
 Przez szybę w metrze.
 Midtown i Empire State Building.
 Brooklyn Bridge.
Jeszcze jedno przez szybę w metrze. 
 Sklep z artykułami zwierzęcymi gdzieś w Wiliamsburgu.

10 comments:

  1. Bardzo chciałabym zobaczyć Nowy Jork. Jestem ciekawa każdego miejsca, w którym jeszcze nie byłam, ale są takie zakątki czy metropolie, które plasują się na początku listy - to właśnie Nowy Jork i Paryż (nawet jeśli miałabym się rozczarować, to chcę się rozczarować samodzielnie, jakoś dam radę:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Byłam i tu, i tu. Pomimo tego czuję niedosyt i głód. :-)

      Delete
  2. Nigdy nie myślałam, żeby odwiedzić Nowy Jork, ale dzisiaj nabrałam na taką wycieczkę ochoty.

    ReplyDelete
  3. no to do przeczytania...też mam sentyment do tego miasta, choć li tylko raz tam byłem i to już będzie 15 lat temu... ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. My z pewną taką nieśmiałością myślimy o powrocie do US. Niech no tylko Jurek podrośnie, za dwa, trzy lata, żeby cokolwiek pamiętał. :-))

      Delete
  4. Słuchaj, dziś będzie ostro ... mam dość komentowania u Ciebie wpisów, które rozrywają często serce na kawałki, które uruchamiają taką dawkę wspomnień i sentymentów, że czasem pół dnia nie mogę się z tego otrząsnąć. Wreszcie... mam dość tylko czytania o tym wszystkim, co w jakiś totalnie niewytłumaczalny ale pięknie magiczny sposób nas łączy, więc czekam w końcu na moment, gdy uda nam się pewnego dnia spotkać i po prostu pogadać bo ilość spraw, która nas łączy jest kapitalnie niewyobrażalnie duża. I mam wrażenie, że mimo pewnych podobieństw w zainteresowaniach, nie powinno być nam nudo bo jednak sporo się od siebie różnimy. Ściskam Cię najmocniej i czekam na pogaduchę face to face. A że my już blisko granicy (mentalnie przynajmniej, bo fizycznie jeszcze parę dni) to chyba taki meeting będzie realny całkiem szybko. Think about it! :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Of kors!!!!! :-) Idą wakacje, chętnie wezmę namiot i rozbiję go na Polanie! Plus dzieci, bo nie mam z kim ich zostawić. I plus mąż, bo sam nie zostanie, jak się dowie, że w góry jedziemy. :-)))

      Delete
  5. czekamy :-) na Was wszystkich :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger