April 23, 2015

Wild



Spodziewałam się czegoś w stylu "Into the wild" w reżyserii Seana Penna sprzed kilku lat. A tyle razy obiecywałam sobie, żeby się na nic nie nastawiać! Bo "Wild" jest jednak zupełnie innym filmem. A przez "inny" rozumiem "płytszy".
Jean-Marc Vallée prześlizgnął się po powierzchni, oferując pod przykrywką kina psychologicznego film, w którym główną rolę grają piękne pejzaże. No naprawdę piękne. Ameryka jest zabójczo wspaniała pod względem krajobrazu i przyrody. Nasza bohaterka wędruje szlakiem Pacific Crest Trail od pustyni Mojave, przez góry Sierra Nevada po granicę z Kanadą i widoki zapierają dech. Ale dwie godziny ruchomych pocztówek? 
Cheryl Strayed (Reese Witherspoon, za która nie przepadam) nie może poradzić sobie ze śmiercią matki i rozpadającym się małżeństwem. Rzuca się w wir imprez, przygodnego seksu i narkotyków. Aż pewnego dnia postanawia odnaleźć w sobie dziewczynę, w którą matka wierzyła, że jest. I wyrusza w pieszą podróż. Pielgrzymkę po odzyskanie siebie. 1100 mil z wielkim plecakiem, z dala od ludzi i cywilizacji. Jedynym towarzyszem są duchy przeszłości, dzięki którym w retrospekcjach poznajemy historię bohaterki.  Film nie jest ckliwy jak jego opis, ma kilka nośnych, mocnych scen, ale Cheryl pozostaje płaska, dwuwymiarowa, zbudowana według schematu: kłopoty - sięgam dna - walczę z  demonami - oczyszczenie - happy end. Widzieliśmy setki, setki takich filmów. Dlatego nie potrafimy się tą zagubioną dziewczyna przejąc. W przeciwieństwie do pięknie zagranej przez Laurę Dern matki bohaterki, Bobbi, która pojawia się we wspomnieniach córki jako ideał matki. Uśmiechnięta, wesoła, opiekuńcza, w świetle słońca wyglądająca jak anioł. I to ona autentycznie nas wzrusza - kiedy bije ją mąż, kiedy ucieka z domu z malutkimi dziećmi, kiedy choruje i kiedy umiera. No, ale nie o matce jest ten film. 
Bardzo chciałabym trafić na autobiograficzną książkę, na podstawie której film zrobiono. Może w niej Cheryl nie jest wycinanką, tylko prawdziwą osobą. 


2 comments:

  1. Dla samej roli Reese Witherspoon obejrzałabym ten film. Lubię tę aktorkę.

    ReplyDelete
  2. Za Witherspoon, podobnie jak Ty, nie przepadam. Książkę czytałam w pierwszej kolejności, dlatego wiedziałam, czego się spodziewać, oglądając film. Klimat obu jest podobny. Książkę czyta się dobrze, ale bez wielkiego wow, film też się dobrze ogląda, ale wielkiego wrażenia nie robi.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger