May 12, 2015

Co robimy w ukryciu



Po fali  "Zmierzchu", które to dzieło z siłą tsunami przewróciło w głowach dorastającym pannom, można mieć po dziurki w nosie hasła "wampir". Ale dajcie się przekonać i obejrzyjcie nowozelandzką komedię "Co robimy w ukryciu". Zwłaszcza jeśli lubicie absurdalny humor rodem z Monthy Pythona. I zwłaszcza jeśli lubicie cytaty filmowe i puszczanie oka do widza w co drugiej scenie. Nie macie pojęcia, jak się głośno śmiałam.
Gatunek, do którego film ten można zaliczyć, po angielsku nazywa się "mockumentary". I jest niczym innym jak paradokumentem z tendencją do obśmiania wszystkich właściwych dokumentowi parametrów. Jest i kamera z ręki, i z ukrycia, i pseudofilozoficzne wywiady z bohaterami. Którymi są, oczywiście, wampiry. Jest zatem Viago, oryginalnie z XVII w., lekko dandysowski w stylu, jest Vladislav, czyli Vlad Palownik vel Drakula, pamięta wczesne średniowiecze i wygląda jak Gary Oldman w filmie Francisa Coppoli, jest Peter - najstarszy ze wszystkich, wypisz wymaluj Max Schreck z filmu "Nosferatu" Murnaua oraz wreszcie Deacon, mający zaledwie 180 lat i pozostający "typem niepokornym" w całej tej dziwnej grupie. 

 Zdj. www.redbrick.com

Wampiry przed kamerą odkrywają tajniki swego domostwa - pokazują, gdzie śpią, piorą zarówno brudy, jak i brudne gary w kuchni, jesteśmy świadkami ich nocnych eskapad do miasta. Całość najbardziej kojarzyła mi się z programem MTV The Real World, który namiętnie oglądałam na początku lat 90. szlifując angielski. Różne osobowości wampirze zostają umieszczone pod jednym dachem i sprawdzamy, co z tego wyniknie. Pierwsza awantura ma miejsce już w drugiej scenie o niepozmywane "statki", które od pięciu lat zalegają w zlewie. Ale jest tu też klarowne nawiązanie do dzisiejszej telewizji, w której byle gwiazdka z wielką ochota pokazuje nam swoją lodówkę lub swoje majtki  - a czasem obie te rzeczy jednocześnie.
W każdym razie twórcy filmu Jermaine Clement i Taika Waititi wpompowali w nasze żyły świeżą krew filmową, choć pełna odniesień do najróżniejszych dzieł o wampirach. Zatem chłopaki podrywają dziewice na Edwarda (tego ze "Zmierzchu"), swoim ofiarom serwują makaron i wmawiają im, że to robaki (kto widział "Lost boys" z Kieferem Sutherlandem, ten wie, o co chodzi). Sprawdzone zostają wszystkie wampirze sztuczki, o jakich słyszeliśmy - że nie mają odbicia w lustrze, latają i muszą zostać zaproszone na imprezę, żeby na nią w ogóle przyjść.  Całość okraszona gagami prosto z Mela Brooksa i elementami gore - krew się leje, owszem, ale czego byście chcieli w filmie o wampirach, które nie są weganami?
Błyskotliwe, zabawne kino.

Zdj. www.dreadcentral.com

1 comment:

  1. Wampiry to temat rzeka. Podoba mi się konwencja tego filmu...

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger