May 17, 2015

Sekrety morza



Tomm Moore zabiera nas w swoim animowanym filmie w stronę irlandzkich legend, świata magii i emocji, o których nie mówi się głośno, ale czuje się się je tak mocno, że w zasadzie...nie potrzeba żadnych słów.  To najpiękniejsza bajka, jaka w ostatnim roku pojawiła się w kinach. Zarówno pod względem treści, jak i formy.
Scena pierwsza -  Ben i jego mama malują dziecięcy pokój w oczekiwaniu na kolejne maleństwo w rodzinie. I nagle, kilka lat później, widzimy tę samą rodzinę, ale bez matki. Jest za to sześcioletnia dziewczynka, która nie mówi, a która jest - podobnie jak jej matka - selkie. Jest człowiekiem, ale nie do końca, w morzu bowiem zamienia się w białą foczkę i żyje tak jak inne morskie stworzenia. Prawdziwe i fantastyczne. Małą Sirszę ciągnie w stronę fal i głębin. Dlatego z położonej na odludziu  latarni morskiej, gdzie rodzeństwo mieszka z załamanym po stracie ukochanej żony ojcem, zabiera dzieci babcia. Do hałaśliwego miasta daleko od morza. Skąd Ben i Sirsza uciekną, by wrócić do domu w podróży pełnej przygód.
Inna ta bajka od tego, co nam prezentuje Disney i spółka. Świat Sirszy i Bena nie jest z waty cukrowej i lukru. Jest bardziej złowrogi, bardziej tajemniczy. Nie ma podziału postaci na białe i czarne. To opowieść, która sprawia, że masz ochotę - jak dziecko - zaszyć się pod kocem w ciepłym łóżku i oglądać ją trzymając mamę za rękę. Jednocześnie nie mogąc oderwać wzroku od ekranu, bo narysowano tu (tak, narysowano, nie skonstruowano w komputerze!!!) fascynujący, piękny krajobraz pełen niesamowitych istot. 

Zdj. www.driveinzeppelin.com
Blisko temu filmowi do dzieł Mizayakiego ("Spirited Away") - wątki i magii i czarów zaplątują się na osnowie zwykłej rzeczywistości. Z tym, że jest on bardziej przystępny dla dzieci. Które trochę boją się Wiedźmy Sowy i trochę płaczą na ostatniej scenie. Ale, drodzy Rodzice, nie bójcie się tych łez. To wzruszający film, którego epilog przynosi nową jakość w filmach dla najmłodszych - nareszcie są potraktowani bardzo poważnie, i który prowokuje do pięknych, mądrych rozmów tuż po seansie.
Oprócz zapierającej dech warstwy rysunkowej, zwraca uwagę muzyka. Kompozytor Bruno Coulais i irlandzki zespół Kila posłużyli się tradycyjną wyspiarską muzyką folkową i stworzyli nienachalną, ale bardzo wymowną oprawę. Plus całość jest w wersji slow - tak jakby ktoś nagle przypomniał sobie (co za ulga!!!), że mowa jest ze srebra a milczenie ze złota, i że filmy dla dzieci naprawdę nie muszą przypominać przeładowanych akcją i dialogami filmów dla dorosłych. "Sekrety morza" wymagają skupienia i refleksji, w zamian dając nie mało strawną kolorowa papkę, ale błyskotliwy, rysunkowy esej o najważniejszych życiowych sprawach  - śmierci, miłości i rodzinie. 

Zdj.: www.seattletimes.com

3 comments:

  1. Fajna recenzja. A bajka, cóż, po prostu mega!!!!!

    ReplyDelete
  2. Pierwszy raz słyszę o tej bajce. Wydaje się ciekawa...

    ReplyDelete
  3. Ewa płakała nie tylko na końcu, ja zresztą też ;) Przepiękny film!

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger