May 24, 2015

Selma



Moje pierwsze świadome zetknięcie z postacią Martina Luthera Kinga lata temu to oczywiście piosenka U2 "Pride (In the name of love)":

Early morning, April 4
Shot rings out in the Memphis sky
Free at last they’re took your life
They’re could not take your pride

For the reverend Martin Luther King siiing!!!

In the name of love
What more in the name of love
In the name of love
What more in the name of love 

Bezsprzecznie King jest jedną z najważniejszych postaci ruchu obywatelskiego w ogóle i jedną najważniejszych postaci XXw.  Ale ponieważ szybko stał się pomnikiem ze spiżu, ciężko było opowiedzieć historię tego niezwykłego człowieka bez zbędnej gloryfikacji i ckliwości. Z ręką na sercu mogę rzec, że udało się to twórcom filmu "Selma", który opowiada tylko fragment z całego życia pastora - a mianowicie organizację pokojowego marszu w imię wolności i równości, który Martin Luther King zorganizował w miasteczku Selma w rasistowskim stanie Alabama w 1965r.(Zresztą Ava DuVernay nie dostała zielonego światła od spadkobierców Kinga na wykorzystanie słynnej mowy "I have a dream".)
To porządny dramat historyczny, który pokazuje tragiczne wydarzenia na Południu, segregację rasową, przemoc wobec czarnych mieszkańców, pozbawianie ich najbardziej podstawowych praw, które teoretycznie gwarantowała konstytucja, w tym prawa do głosowania.
David Oyelowo jako Martin Luther King daje nam niesamowity popis uczłowieczania bohatera, który teraz, po pół wieku, jest niemal pół bogiem na kartach historii. Jego King walczy z przykazaniem o niecudzołożeniu, szuka duchowej inspiracji w pieśniach Mahalii Jackosn, ale jest też niezwykle wrażliwym, mądrym człowiekiem i każda niewinna śmierć czarnoskórego obywatela tylko potęguje niezłomność i gotowość do poświęcenia życia za sprawę, co się zresztą, jak wszyscy wiemy, stało. Ale święty nie był, na pewno nie.

"Selma" jest opowieścią o wygranej bitwie, ale ta wojna, wojna biało-czarna jeszcze się w Ameryce nie zakończyła i ma ten kraj ogromny problem swoich niespisanych win, wymazania pewnych kart ze swej historii (na przykład, o czym wielokrotnie mówiła noblistka Toni Morrison, w żadnej dawnej plantacji bawełny na Południu udostępnionej do zwiedzania nie ma śladów narzędzi tortur, którymi karano lub męczono dla zabawy niewolników na porządku dziennym). To jest temat jeszcze nie przerobiony, trochę tabu, trochę wstydliwy.
Reżyserka obrazu Ava DuVernay opowiedziała nam piękną historię o tym, że warto mieć zawsze podniesioną głowę i warto walczyć o swoja godność i iść pod prąd choćby nie wiem co. Ale to też niezła lekcja amerykańskiej historii. 
Plus aktorski team: Cuba Gooding Junior, Tom Wilkinson i Oprah Winfery.  Plus świetna ścieżka dźwiękowa:

I dla przypomnienia:

 

1 comment:

  1. Nawet nie wiedziałam, że powstał taki film. Dobrze wiedzieć.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger