June 27, 2015

Trzynaście dni



Polityczny dramat Rogera Donaldsona o kryzysie kubańskim z 1962r. Bardzo, moim zdaniem, dobry.
Gęsta od napięcia opowieść o tym, jak przez niemal dwa tygodnie ważyły się losy Ameryki i świata, kiedy wszystko stało na krawędzi wojny atomowej i wystarczył jeden nieprzemyślany, nieuważny ruch i nie byłoby choćby tej recenzji.
Jest tu oczywiście mnóstwo dowodów na to, że film jest iście Hollywoodzki - amerykańskie flagi łopoczą, muzyka jest nadęta, a dialogi chwilami melodramatyczne, ale pominąwszy to zacięcie do opowiadania Bardzo Ważnych Wydarzeń film jest naprawdę niezły. Po pierwsze świetnie zawiązana jest akcja, o bardzo różnym tempie. Jest to majstersztyk, bo przecież wiemy,  jak się kryzys kubański skończył, wojny suma sumarum nie było, a jednak oglądamy narady Johna F. Kennedy'ego (świetny Bruce Greenwood) ze swoim bratem Robertem (kapitalny Steven Culp) i ich prawą ręką Kenem O'Donnellem (najsłabszy z tej trójcy Kevin Costner) niemal obgryzając do krwi paznokcie.
Po drugie bardzo podobały mi się też zdjęcia Andrzeja Bartkowiaka - kamera obserwując twarze szefów różnych sztabów zgromadzonych przy jednym stole, ślizga po ich nerwowym zaciskaniu szczęk, mrużeniu oczu i tępemu przeglądaniu papierów. Po to by za chwile podążyć za startującym nad Kubę wojskowym samolotem i wzmóc napięcie drżącym od wibracji silników odrzutowca obrazem.
Po trzecie fantastycznie została pokazana oparta na politycznej współpracy bliskość braci Kennedych. Widzimy, jak byli nielubiani, jak nikt ich nie cenił, jak się z nich śmiano za ich plecami, mając obu za rozpapranych synków bogatego tatusia. Sposób, w jaki wyszli z kryzysu kubańskiego, pokazuje, że obaj byli politykami wielkiej miary i w zasadzie gdyby nie tragiczne okoliczności radziecko-amerykańskiego oziębienia, może nie byliby w stanie pokazać swojego talentu. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger