July 31, 2015

Closed for winter



Mały, kameralny film, ekranizacja uznanej powieści Georgii Blain. Lubię takie kino obyczajowe, historie zwykłych ludzi. Ale....
"Closed for winter" jest poetyckim zapisem godzenia się z przeszłością. Młoda kobieta (w tej roli piosenkarka Natalie Imbruglia, której nie sposób odmówić talentu aktorskiego, choć pokonał ją słaby scenariusz) nie może ułożyć sobie życia, wciąż z jej szafy wypadają przysłowiowe trupy. Lata temu zaginęła bez wieści jej siostra. Elise była ostatnią osobą, która ją widziała. Rozwikłanie tajemnicy zniknięcia i warstwa po warstwie niszczenie zmowy milczenia wokół tragedii pozwolą bohaterce na ruszenie z miejsca.
Narracja filmu jest bardzo niespójna i to jest jego największą wadą. Gdy już podążymy za akcją, przerywają ja liczne reminiscencje z przeszłości, bardzo źle wkomponowane w całość. Film nie ma struktury i sprawia wrażenie bardzo nieforemnego tworu. Bujamy się od przeszłości do teraźniejszości dziesiątki razy. 
Reżyser James Bogle tak się stara zrozumieć strach bohaterki przed życiem, że troska ta zdaje się być ważniejsza niż sama fabuła. Trochę tu nachalnego symbolizmu (ogródek na tyłach domu wyjątkowo nietrafiony) i topornego patosu. I dlatego nie jesteśmy w stanie jako widzowie tak przywiązać się do bohaterów jak reżyser, dla którego bez wątpienia to był ważny film.
Występ ślicznej Natalie kradnie młodziutka aktorka, która wcieliła się w małą Elise - wielkooka Tiahn Green. A najbardziej urzeka sceneria i przepiękne uchwycenie melancholii (zasługa Kima Batterhama) - australijska przyroda świetnie się do tego nadaje, bo nic tak nie potęguje wrażenia samotności bohatera jak wielka, pusta plaża.

1 comment:

  1. Szkoda, że narracja filmu jest mało spójna. Jednak klimat tego filmu mnie pociąga.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger