July 26, 2015

Song One



Polski tytuł tego filmu brzmi "Siła muzyki" i brzmi to naprawdę mocno zniechęcająco. Zaiste jacyś geniusze tłumaczą dla nas czasami.
Sam film jest jakby amerykańską wersją irlandzkiego "Once", choć nie tak dobrą jak oryginał, niestety. Piszę "jakby", bo nie jest to, na szczęście, remake, ale bardzo się "Once" przypomina. Ona i on spotykają się i nucą razem. Zbyt miałka jest jest to opowieść o relacji chłopaka (Kurt Cobain style, gdybym miała siedemnaście lat, poszłabym na ten film sto razy) i dziewczyny, by mogła wybrzmieć w "Song One" pełnym głosem. To jest właśnie takie...nucenie. Hmm  mmmmm mmmm. I już . Napisy końcowe.
Nie jest to również, na szczęście, film zły. Reżyserka Kate Barker-Froyland (to jej filmowy debiut, była ongiś asystentką na planie "Diabeł ubiera się u Prady") zrobiła obraz bardzo szczery, ufając, że można bardziej się porozumieć z bratnią dusza nic nie mówiąc do niej, tylko razem inteligentnie milcząc. I to jest bardzo prawdziwe. 
Jednak główny wątek pozostawia nas w całkowitym braku wzruszenia. Film opowiada o Franny, której brat zapadł po wypadku samochodowym w śpiączkę, a ona odtwarza w jego szpitalnym pokoju jego ulubione dźwięki, zapachy. W pamiętniku brata znajduje bilet na koncert, na który się sama wybiera, by po nim poznać muzyka (w tej roli jak najprawdziwszy Johnny Flynn).
Sarniooka Anne Hathaway stara się jak może (wyprodukowała ten film razem ze swoim mężem), ale najbardziej ujęła mnie ta historia od strony muzycznej, już się rozglądałam za ścieżką dźwiękową, ale nie mogę jej chwilowo nigdzie namierzyć. 




No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger