August 15, 2015

Księżniczka Kaguya



To zupełnie odmienna oferta japońskiego studia animacji Ghibli, którego jestem wierną fanką. Nie ma duchów, nie ma charakterów żądnych przygód. Jest za to pastelowa, delikatna animacja i eteryczna bohaterka. I jest to zdecydowanie jedno z najmocniejszych wizualnie dzieł ze stajni Ghibli. Bardzo, chciałoby się rzec, impresjonistyczne. Jakby szkicowane węglem i malowane akwarelami. Jego reżyserem jest Isao Takahata (autor świetnego "Grobowca świetlików" i ojciec założyciel Ghibli) i jest to jego pierwszy od 15 lat pełnometrażowy film.  Bardzo urzekł moją sześcioletnią córeczkę. 
Fabuła filmu oparta jest na TEJ  ludowej opowieści z X wieku. Pewnego dnia Sinaki, zbieracz bambusowych drzew, znajduje w bambusowym pędzie księżniczkę Zabiera ją do domu, gdzie zamienia się ona w niemowlę i zbieracz razem z żona postanawiają je wychować. Przez pierwsze lata żyją zgodnie w ubogiej chatce, dziewczynka bawi się z dziećmi ze wsi, poznaje świat jak każde inne małe dziecko. Wszystkimi zmysłami i widzimy, jak od początku bardzo jej się on podoba.  Rodzice wiedza jednak, że nie jest zwyczajną dziewczynką i chcą zapewnić jej życie godne prawdziwej księżniczki. Wyjeżdżają zatem do stolicy w poszukiwaniu odpowiedniego męża i w celu nauczenia Kaguyi dworskiej etykiety. Zamknięta w złotej klatce formalności i konwenansów dziewczyna nie jest szczęśliwa.Zmusza się do wyskubania brwi, czernienia zębów (w okresie Heian z czarnymi zębami chadzały największe elegantki) i do nauki gry na koto.
Nie powiem nic więcej, ale niezwykła jest magia tej opowieści. Bardzo kojarzy się z Andersenowską "Małą syrenką", która też była opowieścią o tym, jak wrażliwa nie-ludzka istota zakochała się w ziemskim padole. A Takahata jak nikt potrafi wniknąć w duszę młodej dziewczyny (reżyserował m.in.: "Anię z Zielonego Wzgórza") i sprawić, że jej głód życia, ucieczka do wolności  nie wydaja się ckliwe, ale ważne.
Akcja toczy się nieśpiesznie i daje czas (film jest długi, trwa 2 godziny i 17 minut) na odetchnięcie od feerii jaskrawych, pełnych kolorów amerykańskich animacji (skądinąd bardzo dobrych, ale jednak zupełnie, zupełnie innych).

3 comments:

  1. Trochę długi ten obraz, jeśli mam być szczera...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale jakie to ma znaczenie, skoro to dobry film????

      Delete
  2. Masz rację, bardzo dobry film. Urzekła mnie scena z nauką chodzenia małej Kaguyi - radość Sinaki jest mi bliska :)
    A moja ośmiolatka skomentowała odchodzenie Kaguyi: Mnie też by zabrali, bo nie wytrzymałabym dnia bez robienia gwiazdy :)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger