August 27, 2015

Szczęście ty moje



Debiut fabularny dokumentalisty Siergieja Łoźnicy zbierał same pochwały. Obejrzałam z ciekawością. I przerażeniem. Dawno nie widziałam czegoś tak ponurego, dołującego i brudnego. Obrazki z Rosji, które składają na jakiś potworny kalejdoskop głupich, złych uczynków.
Główny bohater jest kierowcą. Wyrusza z towarem do celu i po drodze spotka różnych ludzi. Policjantów, autostopowicza, prostytutki, bezdomnych. Cała galeria ludzkich popaprańców, z których żaden nie budzi cienia sympatii czy współczucia. To rosyjska prowincja w najgorszym wydaniu. Nawet ludzie, którzy pojawiają się jako tło w zasadzie - doprawdy, skąd Łoźnica wziął te tępe twarze?
Georgy jedzie swoją furgonetką, a  wokół ruina, dekadencja i upadek. Matnia, która nikogo nie omija i z góry jako widzowie wiemy, że wyprawa drogą na skróty nie skończy się dobrze.
Gdzieś tam moje poczucie estetyki mocno się bulwersowało w czasie projekcji, zwłaszcza że od lat kino preferuje realizm z ukłonem w stronę naturalizmu. Ale ile można oglądać zwyrodnienia?
Rosja, jaka wyłania się w książek, które o niej czytam (aktualnie "Transsyberyjska" Milewskiego) i filmów, nie może być chyba aż taka STRASZNA (choć wszystkie pokazane w filmie historie, wydarzyły się, niestety, naprawdę).  Chyba w końcu jednak ludzie się tam i kochają, i weselą od czasu do czasu. Czekam zatem na film, który nie będzie mnie napawał obrzydzeniem, ani nie będzie też pocztówką jak "Cyrulik syberyjski" Michałkowa. Łakną czegoś na kształt rewelacyjnej "Rusałki" sprzed kilku lat. Ktoś? Coś? Polecicie?

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger