August 17, 2015

Timbuktu


Film mauretańskiego reżysera Abderrahmane Sissako jest niezwykłym poetyckim dziełem wpisującym się w kanon najlepszych antywojennych dzieł. To filmowy protest przeciw dżihadowi, który wobec koślawych idei islamskich bojowników podnosi humanizm, emocje z prawem do śmiechu i miłości na czele do rangi najwyższych wartości.
Film odnosi się do prawdziwych wydarzeń z 2012r. , kiedy to bardzo stare malijskie miasto Timbuktu, którego piękne gliniane minarety od lat napawały każda karawanę wędrującą na południe Sahary ogromną radością, zostało na kilka miesięcy przejęte przez mudżahedinów spod znaku Al Kaidy i Ansar Dine, którzy natychmiast wprowadzili prawo szariatu. New York Times doniósł wtedy o parze, która choć  żyła razem od lat i wspólnie wychowywała dzieci, została ukamienowana za to, że nie była małżeństwem.
Sissako opowiada nam o ludziach z miasta na skraju pustyni, miasta, które od lat było centrum handlu pomiędzy Czarną Afryką a Afryka Północną, będącego swoistym wielokulturowym tyglem, gdzie obok siebie przez stulecia w pokoju żyli zarówno Tuaregowie, jak i Murzyni. I oto między tych ludzi wkracza absurdalne NOWE.
"Timbuktu" zaczyna się od polowania na antylopę. Przerażone zwierzę ucieka w panice, za nim terenowym autem jadą zakutani w turbany po nozdrza mężczyźni. "Nie zabijaj jej" - mówi jeden do drugiego - "Po prosu ją zamęcz". Słowa te są niejako mottem całego filmu. Dżihadyści powoli zamęczają mieszkańców coraz bardziej restrykcyjnymi przepisami, coraz surowszymi karami za ich niestosowanie. Ale nie jest to film brutalny. Jest, owszem, scena chłosty i kamienowania, ale nie po to, by przerazić widza naturalizmem. Film przeraża raczej ukazaniem wielostopniowości ludzkiej głupoty, dwulicowości islamskich "idealistów", ich wewnętrzną pustkę, prostactwo i chamstwo. W błyskotliwy sposób pokazuje idiotyzm nowych praw. "Jak mam sprzedawać ryby w rękawiczkach? Jak mam je myc?" - burzy się handlarka na targu. 


Chwilę po zagonieniu antylopy na śmierć bojownicy strzelają z kałaszy do afrykańskich rzeźb. Pięknych, charakterystycznych postaci z szerokimi nosami i wydatnymi piersiami. To oczywiste nawiązanie do zniszczeń, jakich dokonali talibowie w Afganistanie (i których teraz na starożytnych dobrach kultury, architektury dokonuje się w Państwie Islamskim, rzecz bowiem nie ma końca). Co w ofercie mają islamscy bojownicy w zamian? Jaką kulturą chcą zaprowadzić? Kulture niczego, która po hasłami czystości i wiary jest niczym innym jak tylko próbą kontroli drugiej istoty ludzkiej w każdym aspekcie jej istnienia. 
Sisako jest dla mnie genialnym tłumaczem kultur. Nie zrobił filmu łzawego Hollywood style. Zrobił pięknie skadrowaną opowieść o tym jak to jest, gdy nie masz dokąd uciec. Nie jest tak, że mudżahedini w jego filmy to potwory z piekła rodem. Nie. On im zagląda w oczy, uchyla zasłony i mówi "Zobaczcie, to też ludzie. Bardzo słabi, nikczemni i pełni hipokryzji. Ale tylko ludzie."

2 comments:

  1. Oglądałam, ale dla mnie to średni film. Kilka scen było ponadprzeciętnych, zapadających w uwagę, ale generalnie mnie nie poruszył - czego się spodziewałam, a momentami nawet nudził.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mojego męża tez znudził, a oglądał razem ze mną. Mnie porwała poezja, piękne filmowe adagio w kontraście do całej tej sytuacji. Hodowca bydła i jego rodizna sa dla mnie taką parabolą ludzi niezłomnych, to ostatni Mohikakanie Afryki. I tak jak dla Indian, tak i dla nich nie ma ucieczki.

      Delete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger