August 03, 2015

W głowie się nie mieści



Disney-Pixar od lat tworzy jedne z najzabawniejszych i najbardziej inteligentnych filmów dla najmłodszych. Wszyscy pamiętamy rewelacyjne "Auta", "Monsters Inc.", "Toy story", absolutnie genialnego "WALL E". "W głowie się nie mieści" kontynuuje tę wspaniała sztafetę filmów animowanych. Błyskotliwych, mądrych. To kryształy kina familijnego.
Filmy te tworzą spece od każdej warstwy i daję słowo, że są warci każdego dolara, jakiego im płacą.
W bajce śledzimy, co dzieje się w głowie jedenastoletniej Riley, która wraz z rodzicami przeprowadza się z Minnesoty do San Francisco (reżyser i współscenarzysta  filmu Pete Docter pochodzi z Minnesoty, tak na marginesie). Dziewczynka nie chce opuszczać Midwestu, nie może odnaleźć się w szkole, nie ma przyjaciół w nowym miejscu. Zrobioną za pomocą najnowszych zdobyczy komputerowej technologii animacji dostajemy niezwykle wiarygodną opowieść o tym, co się dzieje w głowie dziecka. Całość z ogromnym wyczuciem, szacunkiem dla dziecięcych uczuć i emocji. Bez lukru.
W głowie Riley siedzi zatem za sterami pięć emocji - Radość, Smutek, Gniew, Strach i Odraza. Wszystkie one są jednakowo ważne i to dzięki nim Riley uczy się świata i poprawnych relacji z ludźmi. Dzięki nim  głowa dziewczynki magazynuje wspomnienia, niektóre z nich są na tyle ważne, że tworzą fundamenty jej osobowości.
Przeprowadzka w obce miejsce wyzwala zachowania, z którymi emocje nie potrafią sobie poradzić, zwłaszcza że zapodziewa się gdzieś Radość ze Smutkiem i mała Riley zostaje sama ze swoim gniewem i strachem. Jaki morał? Wszystkie uczucie są WAŻNE. To dzięki nim jesteśmy, jacy jesteśmy. Wyjście do kina staje się pretekstem do wspaniałej rozmowy z dzieckiem o naszych własnych emocjach. 


"W głowie się nie mieści" to moim zdaniem jeden z najważniejszych Pixarowych filmów. Są gagi, wartka akcja, jest dużo śmiechu i śmiechu przez łzy (tak, płakałam dwa razy) i jest to nieprawdopodobnie zgrabnie podana wizualna realizacja abstrakcyjnych dla maluchów pojęć i procesów  - a takimi są uczucia i to, jak działa mózg. A tu proszę - nasze myśli pędzą pociągiem, jest ośrodek snu będący wytwórnią filmową, jest ośrodek abstrakcyjnego myślenia,  w którym bohaterowie wyglądają jakby wyszli z obrazów Picassa (to mrugnięcie okiem do rodziców), jest ośrodek wyobraźni, magazyn wspomnień, przez który z odkurzaczem przechadzają się pracownicy (do odkurzacza lądują dane, numery, fakty, których nie potrzeba trzymać w magazynie).
W zasadzie Pixar może iść spokojnie na emeryturę, bo ten film to jest ich top of the tops. Nie mam pojęcia, jak mogliby zrobić coś jeszcze lepszego.

P.S. Równolegle z tą bajka grana jest w kinach bajka "Koko Smoko", na którą wybrałam się z trzyletnim synkiem. Trzymajcie się od niej z daleka, chyba że chcecie zostać powaleni na glebę niemiecką topornością.

1 comment:

  1. Muszę więc obejrzeć. Twoja rekomendacja mnie zupełnie przekonuje.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger