September 26, 2015

Amy




Pamiętam fenomen płyty "Back to Black". Słuchałam jej milion razy. I pamiętam też, że wiadomość o śmierci Amy zasmuciła mnie, ale wcale nie zdziwiła.
Reżyser Asif Kapadia podjął się karkołomnego zadania i zrobił rzetelny film o artystce polegając tylko na domowych filmach wideo, filmikach pseudodziennikarzy, fragmentach wiadomości telewizyjnych, koncertów itp. Nie widzimy narratorów obrazu (są nimi przyjaciele, współpracownicy i rodzina), ale opowiadane przez nich historie są bogato ilustrowane zdjęciami i home footages, z  których istnienia pewnie sama Amy nie zdawała sobie sprawy. Mamy zatem kawałki taśm z dzieciństwa Amy, z domowych imprez, wywiadów, nagrań ze studio, z rozmaitych backstage'ów różnych eventów. Czarnowłosa dziewczyna o szerokim uśmiechu i chrapliwym głosie, który rzucił na kolana muzyczny świat. 
I który to świat zrobił sobie później z jego właścicielki cel kpin, niewybrednych żartów, drwin. Bo Amy stała się kimś łatwym do oplucia,  świeżym mięsem rzuconym lwom na pożarcie. Taka młoda, taka utalentowana, taka niepozbierana. Media bezlitośnie śledziły jej życiowe potyczki i problemy. A ona kompletnie nie umiała się przed nimi bronic. Dała całą siebie we wszystkich swoich piosenkach, pokroiła serce przed milionami obcych ludzi. A potem zapijała do nieprzytomności doły. Bo żadna kasa, żadne nagrody, żaden wagon sprzedanych płyt nie przyniesie ukojenia, jeśli jesteś w środku nieszczęśliwy. 
Moja refleksja jest jeszcze taka, że się wszystko rozbiło o niewłaściwych facetów w jej życiu. Mąż Blake pociągnął ją na heroinowe dno, a rodzony ojciec okazał się pijawką żerująca na forsie i sławie córki.
Świetny film. I bardzo, bardzo smutny.


3 comments:

  1. Film świetny, na mnie też zrobił duże wrażenie. Niemal natychmiast po seansie nabyłam płytę "Frank" i słucham jej namiętnie. Wg mnie jest lepsza od "Back to black", bo mniej popowa.
    Co do samej osoby, miałam skojarzenia z M. Monroe - obie porzucone przez rodzica, obie z kompleksami i chcące zadowolić nie tych, co trzeba. Żal mi obu.

    ReplyDelete
  2. Widziałam w kinie. Film bardzo dobry. Dla mnie wszystko w nim było nowe, nieznane, bo wcześniej nie wiedziałam nic o życiu Amy, nie znałam jej twórczości.

    ReplyDelete
  3. Po takiej opinii z wielką chęcią obejrzę ten film. Tak naprawdę niewiele wiedziałam o Amy Winehouse za jej życia. Słuchałam kilku piosenek, z mediów wiedziałam, że ćpie, ale dopiero po jej śmierci zaczęła docierać do mnie tragiczna prawda o jej losie. Straszne to.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger