September 14, 2015

Do utraty sił


 Melodramatyczny polski tytuł doskonale wpisuje się w melodramatyzm tego bokserskiego filmu. Ale co tam. Jak gra Jake Gyllenhaal, to ja biorę wszystko. A do tego partneruje ta przesympatyczna McAdamas, więc choćby nie wiem jaki gniot, oglądam. Film co prawda, na szczęście, gniotem nie jest, ale do arcydzieła mu również daleko. To najsłabszy film Antoine'a Fuqui, jaki widziałam. Co trochę w sumie dziwi, zwłaszcza że scenariusz napisali Kurt Sutter ("Synowie anarchii") i Richard Wenk.
Historyjka jest topornie prosta - on jest mistrzem wagi półciężkiej, traci wszystko i walcząc o córkę wraca na szczyt. I to że wróci na szczyt wiemy od samego początku, tak jak wracał Rocky Balboa. Za każdym razem. Ale jest mimo wszystko lepiej niż brzmi, bo obsada aktorska jest pierwszorzędna. Gyllenhaal jest chyba kuzynem kameleona, bo niedawno widziałam go wychudzonego jak szczapa w mrocznym "Wolnym strzelcu" - a tu świeci mocno umięśnioną klatą i boksuje jak zawodowiec. I co tu będę ukrywać - lubię boks w filmie, bo można go świetnie pokazać zwalniając obraz, krew bryzga, słychać plaskanie uderzeń, da się to kapitalnie montować itepe. Bardzo jest krwawo-fotogeniczny. Po wtóre świetna jest Oona Laurence, grająca córkę, bo musiała udźwignąć cały wachlarz emocji największego kalibru i pokazać go wiarygodnie - w końcu gra dziecko, które straciło matkę, które trafia do opieki społecznej i jest w love-hate relationship z ojcem. Owacje na stojąco!
I wreszcie jest Forest Whitaker, który spojrzeniem spod ciężko opadających powiek robi z każdej roli majstersztyk. Tu jako wymagający trener.
W każdym razie na piątkowy wieczór jak znalazł. 




4 comments:

  1. Byłam (nie dalej jak wczoraj). Widziałam. Podpisuję się pod każdym twoim słowem.
    Gyllenhall ... ahhhh... ;)

    ReplyDelete
  2. "Jak gra Jake Gyllenhaal, to ja biorę wszystko":-) Gramy w tej samej drużynie!!!

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger