September 06, 2015

Polowanie na króliki



Można było popłynąć w stronę taniego melodramatu w tym filmie. Ale na szczęście tak się nie stało. W realistyczny sposób wydobyto za to na światło dzienne ciemne fragmenty australijskiej przeszłości. Rasistowskiej, inspirowanej eugeniką przeszłości.
Philip Noyce wrócił tym filmem do rodzinnej Australii i opowiedział wzruszająca historię Molly, pół-Aborygenki, która razem ze swoimi dwiema siostrami zostaje siłą (choć na mocy prawa) odebrana swej nomadzkiej rodzinie i umieszczona dwa tysiące kilometrów od domu w domu dziecka, gdzie poddawano podopiecznych "wybielaniu" - czyli zmuszaniu do nauki angielskiego, wyrywaniu ich aborygeńskich korzeni i przysposabianiu do życia w zachodniej cywilizacji. Molly jednak postanawia wrócić w rodzinne strony, do odległej prowincji Jigalong. Zabiera młodsze Daisy i Gracie i ucieka z sierocińca. Dziewczynki wyruszają w morderczą, pieszą podróż przez nieprzyjazną australijską ziemię. Do mamy. 
Piękne zdjęcia  są w tym filmie. To nie jest Oz, jaką znamy ze współczesnych folderów turystycznych - z rozpostartymi na tle błękitu morza żaglami opery  w Sydney i rafą koralową. Nie. To jałowa pustynna Australia, gdzie tylko sól po horyzont i busz, który nie daje dużo cienia. I palące słońce. Dziewczynki wędrują pieszo, a za nimi w pościg rusza aborygeński tropiciel na usługach pana Neville'a (powściągliwy aktorsko Kenneth Branagh),  który posiadał tytuł Chief Protector of Aborigines. Takie rzeczy tylko w Australii.
Piękna jest także napisana przez Petera Gabriela muzyka. W ogóle mam wrażenie, że wszystko w  tym filmie jest bardzo spójne, każdy techniczny element. To dobra filmowa robota. Choć najbardziej wzrusza stareńka, prawdziwa Molly i jej stareńka siostra Daisy, które naprawdę przeszły pieszo wzdłuż płotu na króliki półtora tysiąca mil, i które pojawiają się przed napisami końcowymi. Bo to jest jak najbardziej prawdziwa historia. I opowieść o tym, że wszystko można ludziom zabrać oprócz ich godności.



No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger