October 19, 2015

Like father, like son



Pielęgniarka celowo zamienia w tokijskim szpitalu noworodki. Prawda wychodzi na jaw kilka lat później. Co zrobią dwie rodziny? Każda z nich wychowuje swoich synów według zupełnie różnych standardów. 
Tak w skrócie można opowiedzieć, o czym jest ten fascynujący japoński dramat. Sam główny wątek, jego zawiązanie, wydaje się być najsłabszym punktem (choć film podobno oparto na prawdziwych wydarzeniach). Brak biurokracji, przyczyny emocjonalnego zachwiania owej pielęgniarki, działania szpitala pełne rezerwy - to jednak wydaje się być mało wiarygodne, ale na szczęście nie o to tu też chodzi. Jest to tylko pretekst do opowiedzenia tej historii, w której ścierają się dwa modele życia.
Po pierwsze rzuca się w oczy minimalistyczna forma. Chciałoby się rzec - przecież to w końcu Japonia. Bohaterowie są powściągliwi, aktorzy grają małymi gestami, małymi kroczkami (reżyser Hirokazu Koreeda naprawdę prowadzi swój team w mistrzowski sposób, także aktorów dziecięcych),  przebywają w prostych wnętrzach i najczęściej milczą. Rezultat jej jak najbardziej bliski japońskiej tkanki życia - jak to się ładnie po angielsku mówi "reserved temperament of the culture".
Jako widzowie widzimy w życie głównej pary w momencie interwencji losowej. Oto w chwili przekazywania wiedzy i tradycji, ambicji i zasad z pokolenia na pokolenia ojciec dowiaduje się, że syn, któremu chce wręczyć pałeczkę sztafety nie jest z jego krwi.  
Ale co jet ważniejsze? Więzy krwi czy więzi stworzone przez kilka lat wspólnego życia? Główny bohater nie potrafi odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo jako klasyczny, japoński salaryman nie miał czasu nawiązać żadnej więzi ze swoim chłopcem. Jest oddany głównie swojej pracy, jest w nim pragnienie do dążenia do perfekcji, stąd godziny spędzone nad kolejnymi projektami w biurze i stąd zmuszanie synka do codziennej gry na fortepianie. Bo to wstyd nie być najlepszym.
Na drugim biegunie jest drugi tata, niezbyt bogaty sprzedawca w sklepie elektroniczny. Jego dom jest dla odmiany wesoły, pełen innych dzieci, rozmów, wspólnych kąpieli, zabawnych drobnostek składających się na mozaikę codzienności.  Codzienność jest zbudowana z małych chwil. Zwykłych, zwyczajnych. Ale spędzanych razem.
Przepiękny film, bardzo wzruszający, bardzo mój.

2 comments:

  1. O! Proszę. Toś mnie zaciekawiła.
    Zdaje się że to będzie i mój film.

    ReplyDelete
  2. Będzie ci się podobał. Jestem pewna. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger