October 21, 2015

Narcos



There is no business like blow business. Netflix kompletnie odjechał z nowym serialem o kolumbijskim baronie narkotykowym Pablo Escobarze (można było bliżej zapoznać się z tą postacią w kapitalnym "Blow" z Johnnym Deppem). To najlepszy serial od czasu "House of Cards", jaki widziałam i jestem właśnie w narkotycznym ciągu oglądania. Aż żal, że już nic tak dobrego na pewno w tym jesienno-zimowym sezonie nie zobaczę.
To historia, jakiej nikt by nie wymyślił. Pablo Escobar, najbardziej znany i najlepszy w fachu producent i diler kokainy na świecie. Rozpętał wojnę domową w Kolumbii, jego towar wciągały w latach 70. i 80. nosy od Florydy po LA. Dlatego serial jest dość brutalny w próbie odzwierciedlenia upadku moralnego kartelu z Medellin i elit całego kraju. Bo Escobar to taki gość, który wjechał czołgami do budynku Sądu Najwyższego po papiery, jakie zgromadzili tam na niego policjanci.
Ten serial nie ma słabych stron - napięcie rośnie z odcinka na odcinek, poznajemy "twórczość" Escobara i jego drogę na szczyt; tuż za nim drepczą dwaj amerykańscy agenci z DEA  - mają najczęściej związane ręce, bo wszyscy w Kolumbii - od dziennikarzy, przez urzędników, policję, wojsko po władze na każdym szczeblu są skorumpowani. Każdy ma swój udział w biznesie Escobara (właściciela 800 domów, zarabiał ponad 60 milionów dolarów tygodniowo i był bardziej dziany niż reszta rodaków razem wzięta, a po farsie z oddaniem się w ręce prezydenta sam zbudował sobie więzienie - pałac z basenem i dziwkami na życzenie).
Pablo Escobar w tym serialu zrobił z Franka Underwooda Elmo. Na dodatek to jak najprawdziwsza postać. Narkobarona gra w tym serialu Brazylijczyk Wagner Moura i wierzcie - robi to tak sugestywnie, że powinni go zasypać Emmy od stóp do głów! 


Całość jest uzupełniana migawkami  z wiadomości telewizyjnych z Kolumbii z lat 80. i 90. Jest tam najazd do na Pałac Sprawiedliwości, dziesiątki trupów zbieranych z ulic Bogoty i na przykład sam Escobar w swoim prywatnym zoo z hipopotamami. Twórca serialu José Padilha przyznał, że jako filmowiec był zdecydowanie pod wpływem "Chłopców z ferajny" . To widać w filmowej formie gołym okiem. Wszystkie wydarzenia oglądamy z perspektywy agenta Murphy'ego (Boyd Holbrook), którego narracja uziemia dramatyzm i pomaga nabrać dystansu (tak, wydarzenia są tak gorąco, że idzie paznokcie gryźć).
Oczywiście jest tu struktura westernowa - źli kontra dobrzy, ale działalność Escobara, jego życie prywatne i nazwijmy to "zawodowe" są potraktowane obiektywem szerokokątnym. To chory na władzę, niezwykle brutalny geniusz. Mimo wszystko geniusz. Pełen sprzeczności nie do ogarnięcia dla innych ludzi  - w miarę upływu lat jego najbliżsi pracownicy przestają go rozumieć.
Został mi tylko jeden odcinek. Buuuu!

4 comments:

  1. no i co narobiła Szanowna Koleżanka...? obejrzałam dwa odcinki i przepadłam. Dziękuję!!! Z ironią i z serca całego.

    ReplyDelete
  2. :-) No cudowność!!! Jakże się cieszę!

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger