November 03, 2015

Dwa reportaże

Najwięcej chyba czytam reportaży, przynajmniej ostatnio. Beletrystyką bywam znudzona, w końcu nieczęsto zdarzają się takie perły jak "Księgi Jakubowe". Kiedy dołączałam do fejsbukowej akcji #przeczytam52książkiw 2015", czyli jedną książkę tygodniowo, nie miałam pojęcia, jak się ułoży ta lista. Pięćdziesiąt dwie książki przeczytałam już jakiś czas temu, licznik bije dalej ;-) i przedstawię Wam tę listę pod koniec grudnia, ale już dziś mogę wskazać dwie reporterskie książki, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie pod względem warsztatu dziennikarskiego, języka, formy.
Dwa tytuły: "Bukareszt. Krew i kurz" Małgorzaty Rejmer oraz "Miedzianka. Historia znikania." Filipa Springera polecam wam ze spokojnym sumieniem, bo wiem, że to pozycje, które przemówią do każdego wrażliwego społecznie człowieka. A jeśli dodać do tego wisienkę na torcie, jaką jest fakt, że to po prostu wyśmienicie napisana literatura, to już wiecie, co czytać w długie listopadowe wieczory, jeśli nie znacie tych dzieł.
                                                                                 


Małgorzata Rejmer wybrała się w podróż do Rumunii. Napisała tam doktorat o kinie a niejako "przy okazji" powstał zbiór zapisków, który przyniósł jej literacki rozgłos i uznanie zarówno krytyków, jak i czytelników. Opowiedziała malownicze i krwawe fragmenty rumuńskiej historii, z naciskiem na erę Nicolae Ceaușescu (ten fragment jest opowiedziany jako bajka, co robi piorunujące wrażenie, bo bajka jest tak straszliwa, że wszelkie makabreski braci Grimm to przy niej Disneyland) oraz pokazała obrazki z życia w Bukareszcie - a to o sforach psów bezdomnych, a to Pałacu Ludów, z którym nie wiadomo co zrobić.  jest ta książka fantastycznym porterem miasta zagubionego pomiędzy Wschodem a Zachodem, miasta, które aspiruje do bycia drugim Paryżem, ale w którym żyje się nie lepiej niż w blokowiskach w Murmańsku, tyle że zamiast długich zim, są upalne lata i trzęsienia ziemi.
Ale Rejmer, pomimo nieoczywistego piękna Bukaresztu, jego architektury i ponurej przeszłości, ukazuje miasto jako miejsce fascynujące, migotliwe, upiornie brzydkie i groteskowe, a  jednak magnetyczne.

Nigdy nie byłam w Rumunii, odwiedziłam za to okolice miejsca, o którym pisze w swojej książce Filip Springer. Dawno, dawno temu było sobie na dolnym Śląsku miasteczko Miedzianka. Słynęło z kopalni miedzi, a także ze znakomitego browaru. Kopalnię na przestrzeni setek lat otwierano i zamykano - ostatni raz działała tuż po drugiej wojnie światowej. Ale nie wydobywano wtedy już miedzi, ale uran - na potrzeby ZSRR. Wydobycie uranu owiane było tajemnicą, nawet ci, którzy pracowali przy urobku nie byli świadomi do końca, co się dzieje. Przypłacili to zdrowiem. Lub życiem. Potem kopalnię zamknięto, a miasteczko kazano przesiedlić, domy wyburzyć.
Historia znikania Miedzianki jest także, oczywiście, historią znikania i zacierania jej niemieckiej przeszłości. Jeszcze siedemdziesiąt lat temu była to miejscowość Kupferberg. Malutka, na górce położona, która to górka przeryta jest od spodu labiryntem sztolni i korytarzy.
To, podobno, niezwykle malownicze miasteczko jest takim dwudziestowiecznym miastem w pigułce. Startym na pył przez bestię Historii, dlatego tak ważna jest ta książka Springera, która zatrzymała Miedziankę na dłużej. Jak muszkę w bursztynie. 

Obie pozycje wydało jedno z moich ulubionych, najbardziej intelektualnie stymulujących, bo najambitniejszych wydawnictw - Czarne.

4 comments:

  1. Miedzianka połknięta już jakiś czas temu, Bukaresztu jeszcze nie... ale co się odwlecze to wiadomo. A Czarne... ech.... w sumie to tylko to kryterium ostatnio jest brane pod uwagę jeśli idzie o literaturę współczesną w ogóle. Powieści współczesne mnie nudzą. Wracam do staroci i klasyki. Steinbeck nigdy nie zawodzi. Chociaż żeby być uczciwą to zdarzają się perełki ale... u nas w bibliotekach (powiat gorlicki) są specjalne półki tylko z Czarnym - wiadomo... wydawnictwo dostarcza za darmo prawie wszystkie swoje nowości. I chwała mu za to. A tak w ogóle to chciałam napisać, że powinnaś być okrzyknięta HERO READER MOTHER dla tych wszystkich narzekających co to czasu nie mają... dwoje dzieci i ponad jedna książka tygodniowo. Przecież z Tobą spoty powinni kręcić w ramach promocji czytelnictwa w naszym kraju. Zaskakujesz mnie jak zawsze. Chociaż jak wiesz... często też i nie :-)

    ReplyDelete
  2. Hero Reader Mother - dobre! :-)) I am just doing my job. Ale dzięki, bardzo to miłe. :-)
    Fajnie macie z tym Czarnym na miejscu niemal. :-) U mnie w bibliotece na niektóre pozycje zapisy na długie tygodnie, w końcu Rejmer kupiłam sobie sama, bo się nie mogłam doczekać.
    Steinbecka najbardziej kocham za "Podróże z Charleyem". :-)
    A co do wydawnictw - przeboleć nie mogę, jak bardzo na psy zszedł Znak.

    ReplyDelete
  3. Czarne "biorę w ciemno". Tych reportaży jeszcze nie czytałam, ale też ostatnio sięgam po więcej literatury faktu, więc pewnie dotrę do tytułów, o których piszesz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-) A ja do tych, o których piszesz Ty.

      Delete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger