November 23, 2015

Robert Frank

Czytam ostatnio, że Stedelijk Museum w Amsterdamie otworzyło niedawno wystawę zdjęć i filmów Roberta Franka i nigdzie indziej nie chciałabym teraz być tak bardzo jak w Amsterdamie. To jedno z ważniejszych foto wydarzeń tego roku. Bo chodzi o jednego z najważniejszych fotografów ubiegłego wieku, który w latach pięćdziesiątych podczas niemal rocznej samochodowej wyprawy przez Stany udokumentował Amerykę w sposób, jakiego nikt wcześniej nie znał. Chłodno, wstając z kolan, realistycznie, ba na granicy naturalizmu nawet. Przeglądam zatem słynną serię "The Americans" i wzdycham, i zazdroszczę reporterskiego oka. Wszystko tu widać jak na dłoni na tych setkach fotografii - sprzeczności, napięcie rasowe, klasowe, upadek, mozół spełniania American Dream, rozpęd, jaki bierze kultura konsumpcji, samotność, pustkę (jak na obrazach Hoppera).
Frank zmienił sposób myślenia o robieniu zdjęć tak jak Picasso zmienił sposób myślenia o malarstwie. To co dziś funkcjonuje jako pojęcie "icongraphic photograph", pochodzi właśnie od niego. Wystarczy zestawić fantasyczne zdjęcia, na których krzyczą napisy "No Negros allowed" z tym, na którym czarnoskóra kobieta trzyma w objęciach białe dziecko. Niania? Gosposia? Do toalety jej nie wpuścicie, ale dacie jej własne dziecko w ramiona?
W tamtych czasach album "Thr Americans" nie miał jednak przychylnych recenzji. Został uznany za "smutny poemat będący wytworem chorego umysłu". 

W każdym razie dziś przeglądam sobie zdjęcia z tego albumu. 
To poniżej jest bardzo wymowne, prawda?










A nie mówiłam, że to Edward Hopper z aparatem? 
 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger