November 22, 2015

W ramach odmóżdżania - Nicholas Sparks filmowo

Po kilku trudnych, rozdzierających serce i duszę filmach miałam ochotę na coś lżejszego, coś na piątkowy wieczór, niezobowiązująco, żeby nie trzeba było za dużo myśleć. Sięgnęłam po ekranizacje książek Nicholasa Sparksa. Ponieważ nie czytałam żadnej z jego powieści, wysuwam pewnie trochę grubymi nićmi szyty wniosek - Sparks to Nora Roberts w spodniach. W każdym razie filmy są cudownie romantyczne i rozkosznie głupie. Zatem, zaczynajmy!

1. "Dear John"/ "Wciąż ją kocham"

Channing Tatum bardzo chciałby być kimś, kim nie jest. Dobrym aktorem znaczy się. I choć doceniam jego próby podejmowania wysiłku raz po raz, to akurat w tym filmie robienie maślanych oczu do (ślicznej) Amandy Seyfried ratują tylko zdjęcia Terry'ego Stacey. Malownicze światło, plenery jak z pocztówki. Całość wyreżyserował nie kto innym jak Lasse Hallstróm i jest tu elegancki sznyt rozpoznawalny  w jego filmach (z których moim ulubionym od lat jest "Co gryzie Gilberta Grape'a"). "Dear John" nie jest totalnie złym filmem, choć miejscami bywa nieznośnie sentymentalny, dlatego ciężko się tu wzruszyć. Niewiarygodny jest tylko główny aktor. Niech Tatum już lepiej tańczy.

2. "Ostatnia piosenka" 

To był mój pierwszy raz z Miley Cyrus. I ostatni. Ogląda się toto z mieszanymi uczuciami, jestem pewna, że podobałby mi się duuużo bardziej, gdybym była dwadzieścia lat młodsza. Bardzo irytująca jest maniera obu głównych aktorów - to jest Cyrus, która gra zbuntowaną nastolatkę, a raczej znaną gwiazdę pop, która gra zbuntowaną nastolatkę oraz Liama Hemswortha, który gra Liama Hemswortha, czyli faceta, który doskonale wie, jak doskonale wygląda bez koszuli. No, rzeczywiście "fajny" jest ten młody Apollo. Ale co z tego? Zaraz, o czym w ogóle był ten film?

3. "Bezpieczna przystań"

Z niewiadomych powodów w czasie akcji tego filmu bez przerwy zachodzi słońce i wszystko mieni się złociście. Złociste są włosy Julianne Hough i złocista klatka Josha Duhamela. Film znowu zrobił Lasse Hallstrom i w mękach urodził hybrydę romansu i thrillera. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Idylliczne miasteczko, po którym snują się idealni, sympatyczni ludzie. Nudy straszliwe.

4. "Dla ciebie wszystko"


Ten był najgorszy ze wszystkich. Najbardziej ckliwy, najbardziej sentymentalny, najbardziej ktoś chciał, żebyśmy płakali i najbardziej to nie wyszło. Akcja dzieje się w dwóch planach czasowych - poznajemy parę jako nastolatków i jako dorosłych ludzi. Michelle Monaghan i niezwykle przystojny James Marsden wychodzą z siebie zjadając się spojrzeniami pełnymi pożądania i namiętności, ale jakieś to wszystko bezbarwne. Niewypał totalny.

5. "Szczęściarz"


Kto wpadł na pomysł, by obsadzić chłopczyka w roli faceta? Zac Efron jako poraniony psychicznie weteran wojny głodny bliskości i miłości? Dżizas. Strach się bać normalnie. Nie golił się chłopak ze dwa miesiące chyba do tej roli. Tak, jestem złośliwa, ale film jest oszałamiająco głupawy - postać Efrona nie tylko jest żołnierzem, ale także złotą rączką, co to traktor naprawi i psa wyszkoli, a na dodatek recytuje francuskich myślicieli, bo interesuje się filozofią. Już ubawieni? :-)

6. Na koniec dwa lepsze, starsze, powstały w czasach, kiedy chyba jeszcze wszyscy byli przekonani, że Sparks pisze dobre książki i warto w ich adaptacje angażować najlepszych. Z czystym sumieniem polecam "Noce w Rodanthe" z Richardem Gere i Diane Lane - pięknie sfilmowane, z pełnowymiarowymi postaciami i wiarygodnym wątkiem oraz "List w butelce" z Kevinem Costnertem i Robin Wright. Ten film z kolei przejął mnie bardzo, płakałam - a jakże, nie było mi do głupawego śmiechu w żadnej chwili, romans z krwi i kości, jakiego oczekuję  od tego typu kina.



P.S. Celowo nie piszę o dwóch znanych filmach  - "Szkole uczuć", którą oglądałam dawno i jej zwyczajnie nie pamiętam i "Pamiętniku", którego nie lubię, ale nie mówię o tym głośno, bo nie chcę narazić się na lincz. :-P

Well, it is over for now. :-)

6 comments:

  1. Cóż za poświęcenie! Tyle gniotów obejrzeć! ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-) Rozłożyłam w czasie, naraz się nie da. :-) I naprawdę myślałam, że trafie na coś choć nieco ambitnego, nie jak "Zaklinacz", ale do oglądania. Jeszcze mi ze dwa zostały, ale raczej nie mam ochoty na Sparksa już.

      Delete
  2. Sparks to Nora Roberts w spódnicy
    ??? oj co to sie porobilo: gender namieszal nawet inteligentnym glowom
    ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To spisek PiS. Mówię ci. Kontrolują nawet lapsusy językowe już. ;-)

      Delete
  3. Super lista, zrobię sobie maraton ze Sparksem... Mała poprawka- Zaklinacz koni jest autorstwa Nicholasa Evansa
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. O, tak!!! Rzeczywiście! To dlatego jest lepszy. :-) Dziękuję, już poprawiam!

      Delete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger