December 13, 2015

Fotograf



To drugi film Waldemara Krzystka, który związany jest z Legnicą. Bardzo dobrze mu duet z tym miastem wychodzi. Po świetnej "Małej Moskwie"  - melodramacie o romansie polskiego oficera i żony radzieckiego pilota - przyszedł czas na dość mroczny thriller.
"Fotograf" wpisuje się nieźle w historię filmów z seryjnymi zabójcami w roli głównej. FSB we współpracy z młodziutką policjantką Nataszą Sinkiną (śliczna, lnianowłosa Tatyana Arntgolts) rusza tropem moskiewskiego mordercy, a ledwo uchwytne ślady prowadza ich do Legnicy właśnie, miasta, gdzie w sumie całkiem niedawno stacjonował, zajmując pół miasta, garnizon Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej.
Nie chciałabym zdradzać tu zbyt wielu wątków, bo scenariusz okazał się dość zaskakujący i kilka razy połknęłam beztrosko haczyk, czyli wątek, który prowadził na manowce. Film jest nieoczywisty, choć naturalnie całość rozgrywa się w ramach pewnej konwencji. Po pierwsze młoda bystra policjantka  - nic nowego od czasów "Milczenia owiec". Po drugie - zagadki do rozwikłania na bieżąco - kto, co, jak, kolejny trup. Po trzecie  - warstwa symboliczna, bardzo nośna zważając na zaszłości historyczne i "przyjaźń między narodami". "Fotograf" był dla mnie przede wszystkim opowieścią o "rosyjskim/ruskim złu". Już kiedy poznajemy Nataszę, to dzieje się to w chwili, gdy zostaje przez przełożonego do podpisania fałszywych dokumentów w sprawie wypadku samochodowego (jakiś pędzący mercedesem oligarcha rozjeżdża młodą dziewczynę, ale papiery wskazują jej winę). Ale to też historia o tym, czym jest szczerość, czym jest mówienie własnym głosem i czy warto do własnego głosu dochodzić latami. Tego wszytskiego Sinkina uczy się również w czasie śledztwa i jako jedyna z całej ekipy chyba (:-))znajduje odpowiedź na to pytanie. Nie usłyszymy jej wprost, bo zakończenie "Fotografa" jest bardzo niejednoznaczne. 

Zdj. film.onet.pl
Na minus - ale to zdaje się także cecha charakterystyczna gatunku - to ilość cudownych przypadków, zbiegów okoliczności, które pozwalają rozwikłać śledztwo. Znamy te numery z amerykańskich filmów, gdzie w Nowym Jorku bohaterowie bez przerwy wpadają na siebie na ulicy. Tu jest podobnie. Wiedzą też więcej niż powinni, ale jeżeli będziemy mieli w  głowie, że ten rodzaj kina jest przede wszystkim rozrywką, to nie powinno nam to spędzać snu z powiek, zwłaszcza że ta rozrywka jest naprawdę porządna.

P.S. Oglądam aktualnie jeden z najnowszych seriali (STARZ) pt.: "Flesh and Bone" (dzięki, Martynka, za polecenie!) i na pewno pojawi się jego recenzja tutaj, jak go skończę, ale już dziś polecam każdemu, kto choć trochę lubi balet.


No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger