December 03, 2015

Pentameron



Autor filmu Matteo Garrone nie lubi wygładzonej akcji i lukrowanych bohaterów. Jego opowieści są opowieściami z głębi trzewi. I z trzewiami na wierzchu. Taka była na przykład "Gomorra" o neapolitańskiej mafii. I taki jest "Pentameron" na podstawie siedemnastowiecznych baśni włoskiego pisarza Giambattista Basile.
To nie jest film dla dzieci, choć roi się od królewien, ogrów, książąt, dziwostworów. Więcej tu oryginalnych braci Grimm niż Disneya. To raczej gratka dla fanów "Gry o tron" i "Hobbita", dla tych, którzy lubią poczuć w sobie dziecko i raz jeszcze mieć wrażenie, że wszystko się może zdarzyć. Garrone zaprasza nas do świata baśni, prowadzi przezeń nie zakrywając nam oczu. Królowa, która nie może począć dziecka, pożera w rozpaczy serce morskiego potwora (fantastyczna Salma Hayek w jednej z najbardziej filmowych scen ubiegłego roku); król (jak zawsze świetny Toby Jones) hoduje  pchłę, która staje się jego najwierniejszym towarzyszem, bliższym niż rodzona córka, którą wydaje za mąż za górskiego ogra; siostra cudem odmłodzonej staruszki każe z siebie drzeć pasy, by zawrócić czas i wygładzić zmarszczki. 


Ten fantastyczny świat nie uwodzi komputerową wizualizacją jak w większości tego typu filmów. Jest surowy w formie, zamki są proste i kamienne, góry surowe bardziej niż malownicze. Nic nie odwraca i nie uwodzi naszej uwagi od narracji, bo te opowieści (trzy, które toczą się na przemian i zazębiają w ostatniej scenie) bronią się same. Garrone uwierzył w moc tekstu sprzed czterystu lat i zgrabnie zrobił transfer na kliszę filmową. Wiele tu pięknych cytatów i z historii włoskiego kina (postać lubieżnego króla grana przez diabolicznego Vincenta Cassela bardzo nawiązuje do bohaterów Felliniego) i literatury europejskiej  (strój do podwodnych łowów w czasie samobójczej wyprawy innego władcy - wypisz wymaluj "20 000 mil podmorskiej żeglugi"). Jeśli wydawało wam się, że "Into the woods" było mroczne, to ja wam mówię, że to był jednak nadal Walt D.
Zdjęcia nawiązujące do estetyki baroku zawdzięczamy Peterowi Suschitzky'emu a muzykę - Alexandrowi Desplatowi.
Jest surrealistycznie, trochę strasznie, wzroku nie można oderwać. Na pewno wrócę do tego filmu. Nie raz, nie dwa.

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger