December 18, 2015

The Experimenter



To mój trzydziesty szósty film z Winoną Ryder. Każdy ma jakiegoś bzika, taki jest mój. :-)
"The Experimenter" jest bardzo ciekawą historią znanego eksperymentu psychologa społecznego Stanleya Milgrama, który to został przeprowadzony na Uniwersytecie Yale w 1963r. Milgram chciał zbadać, jak to się stało, że naziści tak posłusznie wykonywali swoje rozkazy w czasie drugiej wojny światowej. Najpierw chciał wybrać się z badaniem do Niemiec, ale wyniki, które uzyskał  na uczelni, były tak szokujące, że nie było w zasadzie potrzeby przeprowadzać badań nigdzie indziej. Bo to nie jakaś wrodzona cecha nazistów zadecydowała o ślepym posłuszeństwie. Tylko nasza. Ludzka. Lubimy co prawda myśleć,  że w określonych okolicznościach postąpilibyśmy z całą pewnością tak a śmak. Ale Milgram swoim wieloletnim badaniem obala tę teorię. Tylko kilkoro z nas na kilkaset powie "Stop", jeśli zajdzie taka potrzeba. 
Co ciekawe zaraz po eksperymencie Milgrama odbył się proces Adolfa Eichmanna, który nie przyznał się do winy i jako architekt Holokaustu tłumaczył, że jedynie był posłuszny przełożonym. Sam eksperyment polegał na tym, by z dwóch ludzi jeden był "nauczycielem" a drugi "uczniem". "Uczeń", o czym "nauczyciel" nie wiedział, współpracował z przeprowadzającymi badanie. "Nauczyciel" miał za zadanie nauczyć "ucznia" kilkunastu zestawień słów. Karą za niezapamiętanie wyrażenia było rażenie prądem. Każda kolejna zła odpowiedź oznaczała zwiększenie ilości woltów. Oczywiście nie było żadnego prądu tak naprawdę, ale "nauczyciel" o tym nie wiedział. Zza ściany dobiegały jęki i krzyki "rażonego ucznia", ale rzadko kto przerywał eksperyment. Po usłyszeniu słów od przeprowadzających badania, że to oni biorą wszelką odpowiedzialność za to, co dzieje się na sali i  badanie musi być kontynuowane,  ludzi śmiało pieścili prądem swoim "uczniów". 
W roli Milgrama widzimy w filmie Petera Sarsgaarda. Milgram jest narratorem całej historii (już z zaświatów, zmarł w 1984r.) i muszę przyznać, że to akurat nie był dobry pomysł. Za dużo tu gadania o tym, co dzieje się na ekranie, a przecież to film, widzimy. Co do samego aktorstwa zastrzeżeń nie mam.  Winona Ryder jako Sasha Milgram, ukochana żona naukowca, jest po prostu cudowna (obie na zdjęciu).

Zresztą sama historia jest tak ciekawa, że wybaczam potknięcia narracji i choć zdaję sobie sprawę, że nie  jest to wybitne dzieło filmowe, to jest to dowód na jeden z najważniejszych powodów, dla których kręci się filmy. By opowiedzieć fascynującą historię.

Eksperyment Milgrama był swego czasu bardzo głośny. I nawet Peter Gabriel napisał o nim piosenkę "We do what we're told to":


No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger