December 05, 2015

The Gunman



Jeden z najwybitniejszych znanych mi aktorów i jeden z najbardziej niesamowitych facetów on screen zapragnął kina akcji. Ach, jak bardzo zapragnął. O kima mowa? Kto to taki fajny, ą, e i w ogóle? Sean Penn, ma się rozumieć.
Ale on sam okazał się być zbyt wysokimi progami dla tego projektu. Słyszę Penn - wymagam więcej. "The Gunman" byłby w sam raz dla Liama Neesona, który prostytuuje się w kolejnych odcinkach "Taken" (Ta dam! Ten sam reżyser - Pierre Morel!). Penn to nie ten kaliber, no za dobry jest po prostu. Wszedł w rolę mocno - jak to on, pociera co rusz kciukiem po twarzy, szamocze z wyrzutami sumienia (jest byłym płatnym zabójcą, zostaje przez okoliczności zmuszony do porzucenia kobiety swojego, życia, by następnie po latach...etc.) i mnogą ilością przeciwników, którzy czyhają na jego życie (a on sam i sam przeciw całemu światu), jest namiętny i smutny jednocześnie. Przez pół filmu paraduje topless (ludzie, to jest klata, to jest man of my dreams , taki na przykład  Jamie Dornan może mu sznurówki wiązać) i naprawdę nieważne, że ma 55 lat.
W każdym razie film jest nudny, przewidywalny, dużo "szczelania", ale dokładnie wiemy kiedy, co, gdzie i jak na jakieś dziesięć minut zanim ktokolwiek naciśnie spust. Część akcji dzieje się w Kongo, część w Barcelonie, tajemniczy początek jest tak zawikłany, że odszyfrowujemy go dopiero w trzech czwartych filmu, ale do tego czasu Sean Penn zdąży już dziesięć razy się rozebrać, więc nic innego nie bardzo nas interesuje.
Rozumiem, że mój idol chciał czegoś inszego po serii trudnych dramatów. Ale widać musi jeszcze poczekać na coś z serii "kino męskie" godnego swego talentu. Nie polecam. Sean bez koszulki wygląda tak:




A strzela tak:

A smutno patrzy tak:

Koniec filmu. To znaczy tego, co warte w nim obejrzenia. 

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger