January 05, 2016

Gregory Crewdson


 Zupełnie niedawno, na kursie fotografii, na którym byłam, usłyszałam nazwisko "Gregory Crewdson" po raz pierwszy. To podobno faux pas, ale cóż zrobić. :-) Podobno wszyscy go znają. Tak czy siak, na początku nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. "Sam nie wiem, po co robię zdjęcia. Nie lubię nawet trzymać aparatu"   - mówił Crewdson we fragmencie dokumentu BBC "Geniusz zaklęty w fotografii" (nawiasem mówiąc - kapitalnego). Trochę mnie tymi słowy zniesmaczył, zwłaszcza że Crewdson sprzedaje swoje zdjęcia, te których robić nie lubi,  za setki tysięcy dolarów. A poza tym ja kocham trzymać aparat w rękach.
Ale po tym pierwszym wrażeniu, mimo wszystko, jakoś nie dawały mi o sobie jego fotografie zapomnieć. Wiedziałam też, dlaczego, być może, nigdy wcześniej nie interesowałam się ich autorem. Fotografia Crewdsona znajduje się na zupełnie przeciwnym biegunie do tej, którą ja uprawiam, i którą się inspiruję. Jego zdjęcia to czysta kreacja, akt tworzenia rozumiany dosłownie - że zanim nacisnę spust migawki, mam pod kontrolą każdy milimetr kwadratowy tego, co widzę przez obiektyw. Nic nie jest pozostawione przypadkowi. A za to bardzo dużo Photoshopiwi na przykład. Ale jest niezwykle fascynujący rodzaj zdjęć. Jak już zaczęłam drążyć temat Crewdsona, to przyznam, że nie mogę przestać.
Gregory Crewdson to rocznik 1962. Jest absolwentem Yale, gdzie dziś szefuje Graduate Studies in Photography. W planach ma film fabularny, co rozumie się samo przez się, jeśli uważnie przyjrzymy się zdjęciom. To już są niemal filmy. Maestria kompozycji, niezwykła kompleksowość scen, aranżacja warta Oscara za scenografię. Te zdjęcia nie mają nic wspólnego z duchem Kertesza czy Cartier-Bressona. To nie jest fotografia humanistyczna, ale narracyjna. Jedno zdjęcie Crewdsona jest jak fotoepopeja. Wysublimowana i często surrealistyczna, ale wielowarstwowa i wielowątkowa. Na jego fotografiach pojawia się codzienność małych miasteczek, zwykłych ludzi, lecz niech was nie zwiedzie pozorna prostota wyboru tematu. Samo przygotowanie scenografii trwa kilka dni. Crewdson wynajmuje fragmenty dzielnic ulic (albo hale, w których buduje scenę), każda portretowana osoba "gra" jakąś rolę (często są to znani aktorzy jak na przykład William H. Macy), wiele efektów dodaje się w postprodukcji. Te miasteczka, które nam Crewdson pokazuje, są bardzo mroczne, bardzo niespokojne. Korespondują z filmowym duchem braci Coen czy malarstwem Hoppera. Codziennośc wystylizowana na codziennośc. Teatr i aktorzy. 
Moim zdaniem niesamowite, popatrzcie:

Na początek - Crewdson przy pracy. Potężny, filmowy plan zdjęciowy do jednej fotografii! 

Zdj. www.creativeplanetwork.com
A to moje ulubione (w samochodzie siedzi aktorka Jennifer Jason Leigh):









Świetne wywiady TUTAJ  i TUTAJ

2 comments:

  1. chłód ciągnie od tych fotografii, faktycznie wyglądają jak kadry z filmu albo obrazy. Mnie wyjątkowo przypadła do gustu fotografia z kobietą w sypialni z dzieckiem podgląda do zewnątrz. Taki skandynawski klimat.

    ReplyDelete
  2. Tak, całkowity brak komunikacji pomiędzy postaciami, pomiędzy postaciami a widzem, wchodzimy w sam środek jakiejś ponurej historii. Pustka emocjonalna wieje niczym halny.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger