January 22, 2016

Imigranci



Złota Palma w Cannes w zeszłym roku. Jacques Audiard nie idzie po linii najmniejszego oporu i nie robi gładkich, łatwych do przełknięcia filmów, które co prawda odprężają, ale zapominamy o nich za pierwszym zakrętem po wyjściu z kina. Audiard zostaje w człowieku na długo. A klasyczne filmowe fajerwerki zostają tu zastąpione mocną historią. 
Uchodźcy z opętanej wojną Sri Lanki rozpoczynają na fałszywych dokumentach życie we Francji. On (tytułowy Dheepan) i ona udają męża i żonę, a także rodziców dla dziewięcioletniej Illayaal (którą gra najpiękniejsza dziewczynka, jaką widziały moje oczy, poza moją córką ma się rozumieć). Trafiają na pełne imigrantów osiedle "Le Pre" pod Paryżem, gdzie on zostaje dozorcą. Osiedle, wbrew sielankowej nazwie ("Łąka"), okaże się nowym placem boju, tym razem mafijnych bossów. Ale zanim tak się stanie,  nasi bohaterowie po raz pierwszy od dawna rozpoczynają etap czegoś, co można by nazwać "mała stabilizacją". Jest praca, dziecko idzie do szkoły, nie trzeba się martwic, że za rogiem czyha ktoś z Tamilskich Tygrysów, by cię pociąć maczetą, zgwałcić czy okaleczyć. Sivadhasan jest, nawiasem mówiąc, byłym tamilskim rebeliantem, który musi udawać przed władzami, że był raczej ofiarą niż katem. 
Imigranci nie lądują więc na kawałku swojej Ziemi Obiecanej, ale na ziemi przeklętej. To pierwsza przeszkoda, z którą zresztą Dheepan próbuje walczyć, ustanawiając na osiedlu samozwańczo strefę bez ognia, czym wkurza handlarzy narkotykami niemal do granic ich skromnej wytrzymałości. Na tym planie jednak Audiard opowiada nam jednak jeszcze inne dwie historie. Pierwsza jest historią asymilacji, poznawania nowej kultury i języka. Druga opowiada o dochodzeniu do siebie - młodziutka Yalini musi w ciągu kilku minut zostać żoną i matką. Co z tego, że pozorną, ale ona sama nie ma pojęcia, kim jest. W jej nieukończonym jeszcze procesie dojrzewania do dorosłości dostrzegamy rozedrganie, strach i rozpacz. Ale też ciekawość świata i chęć wymknięcia się konwenansowym i poszukania własnej drogi. 
Współczesny kryzys imigracyjny jest rozpoznany we francuskim kinie od lat, wystarczy wspomnieć świetną "Nienawiść" Kassovitza. Ale właśnie teraz głos Audiarda brzmi szczególnie mocno i wymownie. Zakończenie filmu może wskazywać na starożytną proweniencję. Deus ex machina! Jest ono mało prawdopodobne, mnie pozostaje uważać, że jest wizualizacją marzenia bohaterów o lepszej przyszłości, jasnej niczym kuchnia z reklamy płatków śniadaniowych, w której cała rodzina zbiera się rano przy oświetlonym słońcem stole.  Ale to też marzenie nas wszystkich o lepszym, bezszwowym multi kulti. 
W każdym razie Audiard znany jest z portretowania bohaterów w skrajnych emocjonalnie sytuacjach i najbardziej jestem zaskoczona aktorami, dla których ten film to kinowy debiut, a którzy doskonale poradzili sobie ze swoimi postaciami. Śmiem twierdzić, że ciężar dramatu unieśli właśnie oni, pomimo niedociągnięć scenariusza.

4 comments:

  1. Rozumiem temat, gorący, nie dość, że taki to jeszcze ważny. Poszłam z nadzieją na seans, i choć momenty były (dobre) to na nich się skończyło, niestety.
    Im dalej w film, tym więcej stereotypów (nie wspominając o zakończeniu), poza tym film ma ambicje być o wszystkim, a wiadomo na czym takowe spełzają...
    Pozdrawiam,

    ReplyDelete
  2. Tak, zgadzam się. Mniej więcej od połowy akcja wytraca impet i za bardzo się rozwarstwia. "Prorok" Audriarda zdecydowanie lepszy. Choć nadal uważam, że takie filmy są niezwykle ważne z punktu zmieniającej się Europy. Im więcej ich, tym lepiej.

    ReplyDelete
  3. a mnie się podobał. Piękne twarze, ciekawa historia i niezwykle trafna Twoja interpretacja tej ostatniej sceny. Ja jednak lubię happy endy więc biorę jeden do jednego... a tu faktycznie wcale tak być nie musi. Dzięki :-) ps. Amerykaana idzie mi jak burza i podoba się :-)

    ReplyDelete
  4. Mnie się generalnie też podobał, chociaż nie aż tak, żeby zaraz Złota Palma. :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger