January 06, 2016

Jurij Bykow razy dwa. "Major" i "Dureń".

Jurij Bykow, rocznik 1981. Rosyjski reżyser, scenarzysta, okazjonalnie aktor. Pytanie brzmi - czy może spać w nocy spokojnie? Robiąc takie a nie inne filmy? Nie dlatego, że filmy są ponure, a są, ale dlatego, że niełaskawym okiem pokazuje mechanizmy życia w rosyjskiej, postsowieckiej rzeczywistości. Nie wiem, na ile można czuć się bezpiecznie robiąc w Rosji takie filmy. 

"Major" traktuje o rosyjskiej policji. Główny bohater, major Sergej Sobolew, dostaje rano telefon, że jego żona zaczyna rodzic. Wsiada w swoje terenowe BMW i gna na złamanie karku do szpitala. Po drodze śmiertelnie potrąca siedmioletniego chłopca, który ciągnąc za sobą sanki, chciał przejść na drugą stronę jezdni. Całość zaczyna się z impetem, zgodnie z teorią Hitchcocka, a potem kula śnieżna tylko nabiera masy i rozpędu.
"Major" jest kinem moralnego niepokoju. Do czego posunąłbyś się kryjąc siebie i kolegów? Na co pozwoli ci własne sumienie, które nieubłaganie zaczyna coraz bardziej gryźć? Matka straciła dziecko. A jeśli to byłoby twoje dziecko? Czy jakakolwiek kara będzie adekwatna do winy? 
Atmosfera jest gęsta, zło eskaluje, a Sobolew jest postacią równie tragiczną jak matka małego Koli, na której oczach zginął synek. Możemy mu współczuć. Możemy go też nienawidzić. 
Rozedrganie postaci (partnerem w zbrodni Sobolewa jest jego partner Pasza - Bykow we własnej osobie) podkreślają dynamiczne zdjęcia Kiryła Klepałowa. Bardzo często jest to kamera z ręki. Jeśli plener - to jest to biała, zimowa pustka. Jeśli wnętrza - to ciasne, brudne. 


"Dureń" jest filmem jeszcze mocniejszym i formalnie lepszym. Do jednego z  bloków na wielkim blokowisku zostaje wezwany hydraulik. Odkrywa on, że rury pękły na skutek osunięcia się budynku, który teraz zaczyna się przechylać i grozi zawaleniem w ciągu najbliższych kilkunastu godzin. Dima, uczciwy i naiwny, chce zapobiec tragedii. Do kogo iść na skargę?  Do ludzi w administracji, którzy za pieniądze przeznaczone przed laty na remont, pobudowali własne domy? Do pani burmistrz, która ma umoczony tyłek i najbardziej boi się nie utraty życia przez ponad 800 osób, ale utraty własnego stołka? Nikomu nie żal mieszkańców bloku, ludzi z nizin społecznych, pijaków i biedoty. 
Dima zderza swój idealizm z życiem - korupcją, układami, dbaniem o własny biznes. Urzędnicy w Rosji są nietykalni, a każdego, kto stanie im na drodze, spotka kara. Zasłużona czy nie - to nie najmniejszego znaczenia. 
Nienazwane w "Durniu" miasto to metafora Matuszki Rasiji, kraju, gdzie dokonała się społeczna zapaść, gdzie liczy się tylko szklanka wódki i koneksje. Bohater filmu, hydraulik i skromny student budownictwa,  jest jedynym, który ma nieskrzywione morale. I to właśnie wokół tego moralnego męstwa kręci się akcja filmu (tak jak w "Majorze" zresztą), ale tak skonstruowana, że ogląda się "Durnia" jak najlepsze kino sensacyjne. Dla Bykowa jedynym wyjściem z matni tak bezwładnego obywatelsko społeczeństwa wydaje się być praca u podstaw. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli ktoś nie wskaże tym wszystkim ludziom właściwej drogi. Rosjanie żyją bez wzorca, nie potrafią dbać o wspólną przestrzeń (w jednej z  pierwszych scen Dima i jego ojciec naprawiają ławkę przed blokiem zniszczoną po raz kolejny przez osiedlowych chuliganów). Co prawda ostatni scena pozbawia nad jednak jakichkolwiek złudzeń, ale gdzieś tam w środku zgadzamy się z diagnozą Bykowa. 
Reżyser dedykuje swój film Aleksiejowi Bałabanowi, autorowi filmu trudnego i smutnego obrazu "Ładunek 200", o którym napiszę wkrótce.

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger