January 29, 2016

Suite Francaise

Tak, wydawałoby się, że po "Casablance" każdy romans z wojną w tle powinien wypaść słabo. Ale "Suite Francaise" naprawdę daje radę. Film oparty na wydanej pośmiertnie (po 60 latach!), niedokończonej powieści Irene Nemirovsky pod tym samym tytułem, jest opowieścią o miłości totalnej, o marzeniu niemożliwym do spełnienia - dwoje przeznaczonych sobie ludzi rozdziela twardą ręką Historia. Oto zakazany romans pomiędzy niemieckim oficerem (zabójczy Matthias Schoenaerts; w ogóle śmiem twierdzić, że Niemcy w tych swoich ślicznych mundurach by Hugo Boss byli naprawdę w większości zabójczo przystojni) a delikatną synową (Michelle Williams - gdybym miała wybrać tylko jedną współczesną aktorkę, którą mogłabym oglądać w każdym filmie, byłaby to ona, jest naprawdę wielka)  pewnej lokalnej arystokratki  (jak zawsze z klasą Kristin Scott Thomas) w niewielkim mieście Bussy niedaleko Paryża. Jest rok 1940, trwają naloty na Paryż, w samym miasteczku pomieszkuje oddział SS, w tym nasz główny bohater w domu obu pań. 
Siłą tego filmu jest świeżość spojrzenia na oklepany w literaturze i kinie temat. Tu znów uderza on w nas gęstością esencji, jaką staje się namiętna, skrywana przed wszystkimi relacja pomiędzy, jakby nie było, wrogami. Gdzieś pośród zawieruchy i pożogi nieszczęśliwa młoda mężatka trafia na bratnią dusze, która czuje i myśli podobnie, jest z tej samej gliny. Oboje wiecznie głodni siebie, zaspokajają potrzebę swej bliskości ukradkowymi spojrzeniami, muskaniem rąk. W kilku momentach żywią nadzieję, że może będzie szansa. Wiemy, że nie, och, jak my to dobrze wiemy i tym bardziej im współczujemy, kiedy oni również to sobie uświadamiają. Emocjonalne drgania zawdzięczamy doskonalej aktorskiej parze. Jak on na nią patrzy! Jak ona nie wie, co robić! Świetni są i Williams, i Schoeanerts. 
Kilka razy w czasie seansu przypomniał mi się też zeszłoroczny film "Fury" z Bradem Pittem. Nawet jedna scena wygląda tak, jakby kręcona była tym samym miasteczku, choć na pewno tak nie było.  Bo "Suite Francaise" jest jakby jego rewersem. Tam chłopcy walczą o idee i najważniejszy jest honor, boją się jak diabli, ale nie wahają, by zginąć za Sprawę. Tu jest film o kobietach, które zostały. Nie giną za wielkie hasła, ale żyją dokonując coraz trudniejszych wyborów, każda jest wojenną Antygoną. I cieszę się, że te filmy powstają, bo relacji tych, które nie poszły na front, jest mało. A nie były to mniej bohaterskie historie. Czy tylko bohaterowie z pól chwały mają mieć miejsce w zbiorowej pamięci? Czy obcy żołnierz, który pojawia się w kuchni, kiedy obierasz marchewkę na zupę dla dzieci, nie jest wystarczająco przerażający?

Zdj. telegraph.co.uk
Oczywiście swój talent ze smyczy spuszcza też Kristin Scott Thomas jako powściągliwa, surowa teściowa pilnująca interesów syna, który walczy na froncie. Jej twarz jak wyrzeźbiona w kamieniu - niezwykle piękne, klasyczne rysy - zaledwie zarysowuje emocje, bo jej  bohaterka to raczej zimny typ. Synowa Lucile zostaje pod jej ogromnym wpływem, osobowość Angelier jest przytłaczająca. 

 Zdj. theworldofcelebrity.com
Piękne zdjęcia w tym filmie. A także scenografia i kostiumy - dawno nie miałam tak silnego wrażenia, że oglądam film zrobiony w latach 50. Nie w sensie trącenia myszka, tylko szlachetnej wizualizacji tamtych lat. Miękkie fale loków, suknie, ogród pachnący lawendą. Sensualny jest ten obraz, chciałoby się nieraz ręce w ekran włożyć. 
Zaciekawiła mnie też historia samej autorki "Suite Francaise" - Nemirovski była rosyjską Żydówką, która zginęła w Oświęcimiu. Nie udało jej się uratować, pomimo tego, że przeszła wcześniej na katolicyzm i współpracowała z rządem Vichy.

7 comments:

  1. Do obejrzenia koniecznie. Dla mnie Michelle Williams też jest wielka i nie zawiodłam się jeszcze na żadnej z jej ról. Śmiem twierdzić, że udział aktorki w filmie sygnalizuje, że obraz będzie dobry i nie stracę czasu. Ostatnio widziałam Drogi Osamo, a bardzo chciałabym obejrzeć Wendy i Lucy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, też jest dla mnie synonimem dobrego kina! Kapitalnych wyborów dokonuje. :-) "Drogi Osamo" znam, "Wendy i Lucy" tez - bardzo mi się podobał. Krótki, ale pełen emocji.

      Delete
  2. piękny film na mój ostatni piątkowy samotny wieczór - dziękuję :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-) Proszę. Cała przyjemność po mojej stronie.

      Delete
  3. O, słodka Michelle! ;) Ja po prostu muszę ją w tym filmie zobaczyć. Po obejrzeniu "Tak This Waltz" uwielbiam ją nieprzerwanie :)
    Dzięki!

    ReplyDelete
  4. Hugo Boss projektował mundury tylko dla SS i Hitlerjugend, a we Francuskiej Suicie widzimy przeważnie mundury Wehrmahtu.

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger