January 12, 2016

Sven Nykvist. Rzeźbiarz światłem.



Słowo "fotografia" oznacza "malowanie światłem". Kinematografia jest pójściem o krok dalej, jest fotografią w ruchu, ale w dziedzinie "malowania światłem" w kinie nie ma zbyt wieku takich mistrzów fachu jak Sven Nyqvist. Jako operator współpracował z największymi - od Tarkowskiego przez Allena po Malle'a. Z naciskiem na Ingmara Bergmana, któremu był najwierniejszy. 
Kilka dni temu obejrzałam ponownie ich wspólną "Personę" i tym razem w zasadzie tylko pod kątem pracy kamery. Ten film to naprawdę mistrzostwo, ma już 50 lat i od strony formalnej nie zestarzał się nic a nic. Każde ujęcie mówi tu coś o ludzkiej kondycji, jest ostre jak brzytwa i delikatne jak smuga cienia jednocześnie. W kontekście opowiadanej historii światło jest tu zdecydowane bohaterem na równi z dwiema paniami - Elisabet i Almą. Ta pierwsza jest znaną aktorką, która nagle traci głos, przestaje mówić, ta druga jej pielęgniarką. 

Powiedział kiedyś Sven w wywiadzie: 
“Sufficient time is rarely taken to study light.  It is as important as the lines the actors speak, or the direction given to them.  It is an integral part of the story and that is why such close coordination is needed between director and cinematographer. Light is a treasure chest: once properly understood, it can bring another dimension to the medium.”

I tak rzeczywiście jest, choć, naturalnie, nie w każdym filmie.  "Persona" unaocznia wielość dróg, jakimi może podążyć szwenkier, by wydobyć z danej sceny konkretną emocję. Gołym okiem widać, jak napięcie danej sytuacji może tężeć i tajać zależnie od światła. I tak na przykład scena z chłopcem, który na niewyraźnym dla widza ekranie ogląda nasze dwie aktorki jest kluczowa, jeśli chodzi o wydobycie z dziecka całej jego niewinności. W moim Nikonie (i w waszych też) ta funkcja doświetlania zdjęcia nazywa się high key.


A z kolei scena, w której  Elisabet traci głos w chwili, gdy gra w teatrze Elektrę, nabiera tragizmu przez niedoświetlenie. Mamy tu zbliżenie, wykrzywioną w bolesnym grymasie twarz zakrytą w połowie cieniem, co potęguje dramatyzm. Zresztą ten rodzaj portretowania przewijać się będzie przez cały film:


 Moja ulubiona scena to ta, kiedy obie bohaterki siedzą na bałtyckiej plaży w ślicznych słomkowych kapeluszach, a słońce rzuca przez dziurki w ich nakryciach głowy cętki na policzki, szyje. Kontrast pomiędzy światłem a cieniem jest bardzo wyraźny. Cetki dodają piegów, atmosfery frywolności, kobiecości, poufałości. Nigdy nikt by tak chyba nie sfilmował facetów. Niby nic. A jednak tyle. (Choć na zdjęciu poniżej tego nie widać, a jedyne, jakie znalazłam na Pinterest z dokładnym ujęciem, jakie miałam na myśli, zawirusowało mi komputer).


Zabaw ze światłem w różnych formach mamy w tym filmie niezwykle dużo. Nigdy nie jest to przypadkowe ujęcie, a to co uderza w widza, to blask oczu obu aktorek, który zostaje wydobyty z ich pięknych twarz nawet w niemal kompletnych, wydawało się, ciemnościach. 

Sven o pracy nad filmem "Persona" (i nie tylko) TUTAJ :
“One of the more difficult tasks for me on Persona was to light the close-ups because they involved such incredible nuance It’s very important to me to light so that you can sense what lies behind a character’s eyes.  I always aim to catch the light in the eyes, because I feel they are the mirror of the soul. Truth is in the actor’s eyes and very small changes in expression can reveal more than a thousand words.”

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger