February 18, 2016

A co, jeśli zgasną wszystkie światła? "Blackout".



Ci, którzy zaglądają na bloga od czasu do czasu, wiedzą, że raczej nie czytam tego, co aktualnie reklamują w metrze, w każdym tygodniku i na co drugim plakacie "na mieście". Szukam czegoś poza komercją, poza tym, co się tylko dobrze sprzedaje. Rzadko czytam kryminały, szkoda mi czasu na bzdety. Lubię literackie wstrząsy i nie są nimi krwawe trupy w szafie. Choć, oczywiście, zdarzają się wyjątki. I tym wyjątkiem jest "Blackout" niemieckiego autora Marca Elseberga. Głośno było o tej powieści niemal wszędzie, ale odważyłam się po nią sięgnąć dopiero po tym, jak poleciło ją Miasto książek (jeden z najważniejszych dla mnie, najbardziej szlachetnych i intelektualnie stymulujących blogów w polskiej sieci). Zresztą potrzebowałam po koreańskiej "Please, look after mom" czegoś mniejszego kalibru. 
A potem otworzyłam "Blackout" i ...nie mogłam przestać czytać. To jest naprawdę bardzo przyzwoicie napisana książka, narracja na poziomie Kinga - równie dobrze trzymająca w napięciu, równie wieloplanowa. Ponad siedemset stron czytane nocami, kiedy dzieci poszły już spać. 
Co by się stało, gdyby nagle wyłączono prąd? Wszędzie. W całym mieście, powiecie, państwie, kontynencie? Nigdy się nad tym nie zastanawiam, przywykłam, że jak pstrykam pstryczek to "pyk i światło". I że jak odkręcam kurki, to leci woda. Elsberg w fascynujący sposób pokazuje nam  Europę u progu zagłady. Awaria sieci energetycznej zimą powoduje lawinowe zmiany i wypadnięcie z torów, którymi od dziesiątek lat jadą sobie dość bezmyślnie europejskie społeczeństwa. To że granica między przyzwoitością a chamstwem, empatią a agresją, chęcią niesienia pomocy a chęcią mordu jest niezwykłe cienka, miejscami nawet płynna - wielokrotnie pokazała historia. Ale myśmy, zdaje się, zapomnieli. Od dawna nie było wojny, oglądamy ją w telewizorze i na ekranie komputera u innych, pojadając wieczorny posiłek i dopijając herbatę. By zaraz potem mlasnąć ostatni raz językiem i iść spać. W końcu nas nie dotyczy. 
Elsberg obiera za głównych bohaterów młodą reporterkę i doświadczonego informatyka. Rzuca ich w wir wydarzeń, niejednokrotnie stawia ich życie na szali. W tle wielka polityka (bezradna, tchórzliwa, to głos w sprawie, że zaiste nie możemy zakładać, że elity są kompetentne), całe mnóstwo interesujących postaci drugoplanowych, mocno zindywidualizowanych oraz teoria wielkiego spisku. Ale za to takiego, w który jestem w stanie uwierzyć. A ja naprawdę w niewiele wierzę. 
Ciekawy wywiad z autorem TU (po niemiecku).

3 comments:

  1. Mnie do czytania kryminałów nie trzeba namawiać. Lubię. Są odskocznią od cięższych lektur. Zamiast powieści obyczajowej, wybieram kryminał, a najlepiej sagę kryminalną. Lubię.
    "Blackout" to tytuł, o którym słyszałam i jestem zainteresowana, ale cierpliwie poczekam na egzemplarz biblioteczny.
    I podzielam zdanie na temat Miasta Książek. Od lat i dla mnie wybory Pauliny są gwarancją bardzo dobrej lektury. Aktualnie poszukuję powieści "Magiczne lata", o której autorka bloga pisała w ostatnim poście:)

    ReplyDelete
  2. Ja czytam kryminały na wakacjach, zawsze. :-) A co do Miasta Książek - mam listę książek, które Paulina poleca, zawsze zabieram ją do biblioteki. :-))

    ReplyDelete
  3. a ja blackout przeżyłam w NYC w 2003 roku i było w sumie wesoło choć dla nowojorczyków to był istny armagedon. Fajnie było zobaczyć to miasto pozbawione świateł - to była niepowtarzalna okazja. Ludzie zjednoczyli się wtedy i mocno sobie pomagali i po prostu wyluzowali po amerykańsku biesiadując z lodówkami pełnymi resztek lodu, bez klimatyzacji... kryminałów nie czytuję albo zdarza mi się to niezwykle rzadko ale za taki tytuł głupio byłoby się nie wziąć :-)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger