February 17, 2016

Papierowa łódka. Czyli o płycie "Paper Boat".

Umiem trochę pisać o kinie. I trochę o literaturze. W każdym razie na pewno wiem, co piszę, kiedy recenzuje książkę lub film (inną kwestią jest, czy się to komuś w ogóle podoba). Nie umiem za to pisać o muzyce. Nie jestem znawcą ani specjalnym koneserem, nie mam ulubionego wykonawcy, nie mam nawet ulubionego gatunku muzycznego. Ale słucham muzyki często i musiałam powiększyć ostatnio miejsce na półkach, bo skład płyt potwornie urósł. Ba, puchnie on w zastraszającym tempie. Ale jakby ktoś chciał zrobić dogłębną analizę mojego profilu osobowościowego na podstawie zbiorów CD, to pewnie by zbaraniał. Od Fiony Apple po Destiny's Child. Od Mozarta po Pearl Jam. Od Justina Timberlake'a i Michaela Jacksona po soundtracki z filmów takich jak "Into the wild" czy "Sugarman". I skromna w formie Tori Amos ze swoim fortepianem, i dynamiczni Maroon 5. Generalnie wszystko oprócz disco polo i deathmetalu.  
Nie śledzę nowinek, list przebojów (oprócz tej Trójkowej), Billboard 100, nie posiadam telewizji, więc nie mam kanałów muzycznych, nie mam pojęcia, co słychać w świecie teledysków (poza tym, że zdążyłam zauważyć, iż teledysków bez lasek w samych gaciach to już chyba nie da rady uświadczyć). Z nowinek to załapałam się na miłość do zespołu Coldplay. Podoba mi się też to, co robi Sia. 

No dobra, to teraz do sedna.  Dziś będzie wyjątek! Tydzień temu w skrzynce na listy znalazłam tę oto płytę:


Zespół Orange Tree powstał kilkanaście lat temu w Warszawie.  Z tym że chłopaki nie brzmią jak z Warszawy. Brzmią jakby urodzili się w Seattle (plus naprawdę świetnie Tomek Raczyński śpiewa po angielsku, do tej pory byłam pewna, że tylko chłopaki z "Afromental" nie kaleczą angielskiego w swoich piosenkach)  i chodzili do klasy z Kurtem Cobainem. I z całym szacunkiem dla Kurta (proszę nie rzucać krzesłem)  - są od niego lepsi (ostatnio po latach wróciłam do płyty "Unplugged" Nirvany i nie rozumiem, dlaczego w ogólniaku tak mi się podobała, straszny bełkot). Uprzedzam pytania - tak, Orange Tree wywodzą się z nurtu grunge. I nie, nie kopiują nikogo, znaleźli swój własny język. Pewnie, że wyczuwa się tu inspiracje Pearl Jamem czy Faith No More (nawet głos wokalisty niezwykle podobny do głosu Eddiego Veddera), ale to są takie pozytywne wpływy, fajnie jest iść łeb w łeb z najlepszymi. 
Kiedy słuchałam płyty pierwszy raz, usłyszałam od współsłuchającego, że to już przecież wszystko było. W jakimś sensie prawda. W sztuce zasadniczo było wszystko - czy to film - po obejrzeniu kilku tysięcy filmów naprawdę ciężko mnie zaskoczyć, czy wystawa w muzeach sztuki nowoczesnej  - dlatego obieranie kartofli w Zachęcie urasta do rangi Wielkiego Łał, czy muzyka - w sferze takiej muzyki pop na przykład wszystko od razu pozamiatał Jackson. Ale czy to powód by nie grac pop??? Widzę dwa wyjścia w dzisiejszym świecie muzycznym - albo gramy pod publikę, wypinamy tyłki na scenie w stringach,  śpiewamy śpiewne refreny itp. , albo...robimy coś szczerego. I dlatego ujęło mnie Orange Tree. Ich piosenki nie trwają trzech minut, żeby je można było puścić w komercyjnym radiu. Płyta zagrana  jest tak, jak muzycy sami chcieli, żeby brzmiała. I jak potrzeba minut sześciu na wygranie utworu, to jest sześc, bez żadnych cięć pod dobry humor managera. To muzyczny rockowy miks na świetnym poziomie. Bez ściemy.
Dokąd płynie tytułowa "Paper boat"? Jak to łódka z papieru - sama przeciw światu, targana falami i silnym nurtem. Podmiot liryczny tekstów spisuje swoje myśli na takiej właśnie symbolicznej łódce, która trafia do nas w postaci płyty. Polecam gorąco, a jeśli wyliście w liceum do księżyca pieśni takie jak "Jeremy" czy "Alive", to nie możecie nie poznać Orange Tree!

"Look at the picture, taken together
Try to remember your childhood home
Visit those lakes (where) you were together
Write down your thoughts on the paper boat"
                                   ("Brushes")



Zdj. z rockowa.warszawa.pl



2 comments:

  1. No to muszę poznać Orange Tree, bo wyłam (i do dzisiaj wyję) pieśni Pearl Jam:)

    ReplyDelete

Copyright © 2016 Brulion kulturalny , Blogger